INFORMACJE

BLOG ZAWIESZONY DO ODWOŁANIA!


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą one shot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą one shot. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 września 2015

War of Hormone- Pleasure Break

Nie wiem, czy ktokolwiek tu jeszcze zagląda, ale nie umarłam, więc daje znaki, że żyje. :P
Na razie nie odwieszam bloga, bo nie wiem jeszcze jak to będzie z moim czasem i weną, ale mam nadzieję, że co jakiś czas uda mi się coś wrzucić. :)
Na razie prezentuje pierwsze "coś" z BTS, które jakiś czas temu skradło mi serducho i nie zamierza go wypuszczać z objęć. :3
Jest to maleństwo, które będzie miało jeszcze dwie części. 
Mam szczerą nadzieję, że komuś przypadnie do gustu. :3
Enjoy (^^)







Taehyung nerwowo spoglądał na zegarek, niedbale opierając się o ścianę w zgniłozielonym kolorze. Oczywiście, jak zwykle naraził się psorce od angielskiego i tym samym został wywalony z zajęć za - jak to ona określiła - niestosowne słownictwo i bezczelność. Nie żeby to go jakoś specjalnie obchodziło. Dla kogoś takiego jak on i tak liczyło się tylko jako takie zdanie z klasy do klasy, a mając za kumpla Namjoona nie było mowy, żeby nie dał sobie rady. Wzdychając ciężko, spojrzał po raz kolejny na zegarek, odliczając czas do końca lekcji.


Trzy minuty.


Ze zrezygnowaniem przekręcił lizak w ustach, spoglądając na zagrzybiały sufit znienawidzonej przez niego szkoły. Chciał zapalić. Jego palce nerwowo bawiły się paskiem plecaka, odczuwając brak papierosa. Ostatkami siły woli powstrzymywał się przed wyjściem i oddaniem się w szpony swojego ulubionego nałogu, ale zbyt dobrze wiedział, że Jimin by go zabił. Może nie dosłownie, ale na pewno narzuciłby zakaz dotykania jego seksownego tyłka, co byłoby równie bolesne jak śmierć. Chcąc nie chcąc, musiał więc uzbroić się w cierpliwość i czekać, aż jego chłopak skończy te cholerne lekcje.


- Taehyung, nie powinieneś być w klasie?


Kim podniósł wzrok, spoglądając na stojącą przed nim kobietę w średnim wieku. Woźna Lee była jedyną osobą w tej cholernej placówce, która nie doprowadzała Taehyunga do szewskiej pasji.


No może oprócz Jimina.


- Ajumma…- uśmiechnął się do niej w swój charakterystyczny, zawadiacki sposób, jednocześnie wykorzystując te niewielkie pokłady aegyo, jakie posiadał, na co kobieta tylko cicho prychnęła kręcąc głową.- Wiedźma McKanzie znowu nie doceniła mojego angielskiego.


- A co jej tym razem cytowałeś?

- My name is V, and your ass ain’t talking your way outta this shit. *

Kobieta zaśmiała się głośno, dając chłopakowi mocnego kuksańca w ramię.

- Widzę, że moja edukacja filmowa nie idzie na marne.

- Ależ oczywiście, ajumma! Chociaż Jimin uważa, że masz na mnie zły wpływ.

- Może ma rację. - kobieta puściła mu oczko - Czekasz teraz na niego?

- Tak. - Taehyung sugestywnie poruszył brwiami. - Liczę na małe co nieco przed kolejną lekcją.

- Ty mały bezwstydniku. - Kobieta uśmiechnęła się szeroko, wyciągając z tylnej kieszeni dżinsów paczkę papierosów. - Nie możesz dać biednemu chłopakowi ani chwili wytchnienia, co?

- Zbywał mnie cały weekend, więc.. - Tae wzruszył niedbale ramionami - Jest mi coś winny.

- Ech, żeby mój mąż miał taką wieczną chcicę jak ty. - Kobieta machnęła ręką, wsuwając jeden z papierosów za ucho i chowając paczkę z powrotem. - Dobra, idę. Zaraz dzwonek, a ja muszę jakoś umknąć na fajka. Jakbyś chciał skorzystać z dachu, to drzwi od lewego skrzydła są otwarte. Pomyślałam, że ci się mogą przydać.

- Ajumma, jesteś najlepsza!

Kim uśmiechnął się szeroko, na co kobieta machnęła tylko ręką, jednocześnie puszczając do chłopaka oczko i odeszła żwawym krokiem w stronę tylnego wyjścia.

Taehyung przez chwilę podążał za nią wzrokiem, póki upierdliwy dźwięk dzwonka nie zasygnalizował końca trzeciej lekcji. Kim spojrzał w stronę klasy na końcu korytarza, po dłuższej chwili wypatrując wśród jednokolorowej masy uczniów niewielką postać Jimina. Uśmiechnął się pod nosem, podchodząc bliżej.

- V!

Jimin uśmiechnął się szeroko, szybko wymijając swoich znajomych. Podszedł do wyższego chłopaka i od razu oplótł ręce wokół jego szyi. Taehyung złapał pełne wargi Jimina w swoje, mocno go obejmując i ciągnąc z dala od zdegustowanych spojrzeń uczniów.

- Gdzie idziemy?

- Na dach.

- Znowu… - Jimin nadymał policzki, mrużąc oczy. - Nie możemy pójść gdzie indziej?

- Ale, kocie… - Taehyung pochylił się nad uchem Parka, dmuchając w nie ciepłym powietrzem, tym samym powodując gęsią skórkę na ciele bruneta - Na dachu będziemy sami i będziemy mogli robić co tylko chcemy.

Jimin westchnął zirytowany, odsuwając na bok przyjemne dreszcze.

- Czy tobie zawsze musi chodzić tylko o seks?

- Nie zawsze, ale w twoim przypadku ciężko nie mieć brudnych myśli praktycznie cały czas. - dłoń Taehyunga powoli zjechała w dół pleców Parka prosto na jego idealne pośladki, akurat gdy wspinali się schodami na górę. - Jak chcesz, to ci to wynagrodzę wieczorem. Wiesz, jakieś kino albo coś… Ale na razie potrzebuję twojej pomocy, bo mnie chamsko zostawiłeś na cały weekend.

- Wiesz, że zbliżają nam się zawody i musimy ćwiczyć, a Hoseok-hyung…

- Tak, tak… - Taehyung popchnął drzwi, wypuszczając ich na świeże, wiosenne powietrze. - Nieważne.

Kim rzucił plecak na ziemię, samemu siadając pod murkiem.

- Chodź do mnie.

Jimin westchnął, odkładając plecak i ze zrezygnowaniem usiadł na kolanach Taehyunga, po raz kolejny oplatając wokół niego ręce. Dłonie V natychmiast zjechały na pośladki drugiego chłopaka, a jego usta zaczęły składać chaotyczne buziaki na jego szyi i twarzy.

- Tae…

Ich usta spotkały się w namiętnym pocałunku. V wdarł się językiem pomiędzy miękkie wargi Jimina, delikatnie, acz stanowczo badając nim wnętrze ust bruneta. Jimin jęknął cicho, a jego palce wczepiły się w podkoszulek Kima. Ich języki walczyły ze sobą przez długi czas, pozbawiając ich oddechu.

- Jimin.. - Taehyung zjechał pocałunkami na szczękę bruneta, delikatnie ją przygryzając w niektórych miejscach. - Przez weekend byłem skazany na ręczny. Nie uważasz, że coś mi się należy?

Jimin przygryzł wargę, patrząc prosto w wyzywające oczy V. Jego dłonie powoli zjechały wzdłuż ciała chłopaka, zahaczając o pasek spodni i 
odpinając je jednym sprawnym ruchem.

- Masz rację. Muszę ci wynagrodzić swoje karygodne zachowanie.

Park zsunął się z kolan Taehyunga, zamiast tego kładąc się na betonie pomiędzy rozchylonymi nogami Kima. Powoli rozpiął spodnie chłopaka, dłonią wędrując pod gumkę bokserek.

V wzdrygnął się, gdy w jego penis uderzył nagły podmuch wiatru. Jimin, z oczami błyszczącymi pożądaniem, patrzył na przyrodzenie fioletowowłosego, które sprawnie objął dłonią od razu rytmicznie nią poruszając. Taehyung odchylił głowę do tyłu całkowicie oddając się przyjemności dawanej mu przez bruneta.

Jimin oblizał lubieżnie wargi, pochylając się i delikatnie całując czubek powoli nabrzmiewającego penisa. Mimo, że nigdy nie widział siebie w roli zdominowanego, to jednak było coś w Taehyungu, w jego osobowości, sposobie mówienia i zachowaniu, co sprawiało że Jimin zamieniał się, kolokwialnie rzecz ujmując, w żądną kutasa dziwkę.

Gdy tylko jego sprawna dłoń postawiła „małego V”, jak Taehyung uwielbiał mówić o swoim penisie, do pionu Jimin ułożył się wygodniej i patrząc spod półprzymkniętych powiek prosto, w zamglone z pożądania, oczy Tae objął wargami nabrzmiały członek. Jęk mimowolnie wydobył się z jego gardła, gdy gorzko-słony posmak preejakulatu uderzył w jego kubki smakowe. Zaczął powoli ruszać głową mrucząc z zadowolenia, zjeżdżając coraz niżej i zasysając policzki co jakiś czas. Taehyung wygiął się, jęcząc cicho i wplatając dłoń we włosy Jimina. Usta jego chłopaka były jedną z najbardziej grzesznych i cudownych rzeczy jakie przydarzyły mu się w życiu.

Język Jimina przesuwał się po żyłkach, badając całą strukturę penisa ,a jego dłoń nieznacznie drażniła jądra Taehyunga, łaskocząc je i ściskając.

- Jimin…

Dłoń we włosach bruneta zacieśniła się ciągnąc raz po raz za ciemne końcówki, a biodra V wyrwały do góry. Jimin uśmiechnął delikatnie, po chwili jednak głębiej biorąc penisa fioletowowłosego do ust, niemal dotykając tyłu swojego gardła, i zasysając się na nim najmocniej jak potrafił. Nim jednak V zdążył wykonać jakikolwiek ruch, Jimin wypuścił jego penisa oblizując usta. Uśmiechnął się szeroko do swojego chłopaka nurkując po chwili znów miedzy jego nogi. Jednak zamiast na nowo zając się pulsującą erekcją, wargi bruneta objęły jedno z jąder ssąc je mocno, podczas gdy jego dłoń ściskała drugie.

Taehyung czuł jak odlatuje.

Jęcząc głośno i bezwstydnie mocniej zacieśnił palce we włosach Jimina, siłą zmuszając go do ponownego zajęcia się jego nabrzmiałym i gotowym do dojścia penisem. Gdy tylko gorące wnętrze ust bruneta na nowo otoczyło członek Taehyunga, biodra chłopaka zaczęły poruszać się wbrew jego woli, mocno pieprząc zręczne usta Jimina. V wystarczyła chwila by rozlać się wprost do chętnego gardła Jimina, tym samy wywołując pomruk aprobaty u bruneta.

Oddychając ciężko spojrzał na Parka. Chłopak jeszcze przez chwilę zasysał się na jego mięknącym penisie, połykając ostatnie resztki spermy. Po chwili wypuścił członek V z głośnym mlaśnięciem, i uśmiechając się zadziornie oblizał usta.

- Czy teraz mi wybaczysz ten nieszczęsny weekend?

Taehyung zaśmiał się i pociągnął za krawat Jimina, łapiąc jego nabrzmiałe usta w swoje. Przez dłuższą chwilę oddawał się pocałunkowi, smakując samego siebie na słodkich wargach bruneta. W końcu oderwał się, cmokając tylko nos swojego chłopaka.

- Wybaczam.

Jimin uśmiechnął się szeroko, szybko ubierając Taehyunga i na nowo usadawiając mu się na kolanach.

- Mamy jeszcze całe pięć minut przerwy i mam nadzieję, że się mną zajmiesz prze ten czas.

- A co powiesz na to, żebyśmy się zerwali i poszli do mnie zając się twoim problemem? - V sugestywnie poruszył brwiami, delikatnie ściskając krocze bruneta. - Bo czuję, że brakuje ci miejsca w spodniach, a mój mały V, choć niesamowicie docenia twoje usteczka, to stęsknił się też za twoim boskim tyłeczkiem.

Jimin przysunął się bliżej, ocierając swoją rosnącą erekcję o udo Kima, i delikatnie ugryzł go w ucho wprost w nie szepcząc.

- Myślę, że mój tyłek też się stęsknił za małym V…





*org. My name is Pitt, and your ass ain’t talking your way outta this shit. cytat z filmu Pulp Fiction



czwartek, 29 maja 2014

Comeback


Nareszcie matury się skończyły,
 a ja z nową energią wracam do pisania. ^^
Mam nadzieję, że jeszcze ktoś tu zagląda
 i będzie się chociaż trochę cieszył na mój powrót ;P
Jeśli mam być szczera, to te dwa miesiące 'pisarskiej abstynencji' 
były dla mnie straszne.
Dlatego też zregenerowałam się po maturze, 
odświeżyłam wygląd bloga i wzięłam się za pisanie. ^^
Niedługo powinien się ukazać kolejny rozdział "Dirty Pleasure",
a na razie zapraszam was do lektury oneshota z pairingiem,
 o którym myślałam że nigdy nic nie napisze.
 Jednak mój drogi Wen lubi zaskakiwać. ^^
Więc miłej lektury!

Jeszcze jedna krótka informacja: zapraszam was serdecznie na bloga mojej kochanej przyjaciółki!!!
Link w tej nazwie: keep-on-standing-still 





MinKey

Tytuł: Still waiting
Gatunek: AU, angst, smut
915 słów





Czekał.

Czekał w pokoju, w którym jedynym źródłem światła była mdła poświata bijąca od ulicznych latarni.

Czekał nagi i drżący, rozciągnięty na łóżku. Co chwilę zerkał na zegarek, mrużąc powieki przez jaskrawe cyfry.


23:30


Już nie przyjdzie.



Frontowe drzwi zaskrzypiały w proteście. Z korytarza dało się posłyszeć szelest zdejmowanej kurtki i ciężkie westchnięcie, a potem stłumione kroki. 


Czuł, jak spina się cały w oczekiwaniu. Kilkoma nerwowymi ruchami poprawił blond grzywkę, układając się na plecach i wysuwając nogę spod krwistoczerwonej kołdry. Drzwi otworzyły się powoli i stanęła w nich wysoka postać. 


- Późno przyszedłeś.


Brunet wzruszył ramionami, rozpinając mankiety swej koszuli i ruszając w stronę łóżka. Blondyn podniósł się, wyciągając dłonie w stronę idącego ku niemu mężczyzny. Jego długie, zwinne palce powoli rozpinały śnieżnobiałą koszulę, odsłaniając kawałek po kawałku cudownego, opalonego, umięśnionego ciała. Dłońmi przejechał po twardych mięśniach brzucha, przygryzając jednocześnie wargę z zachwytu. 


- Jak ci minął dzień, Minho?


Palce wsunęły się za linię spodni, a później powoli je rozpięły. Język zatoczył kółko wokół pępka.


- Mógłbyś się zabrać do roboty, a nie gadać?


Jasnowłosy skłamałby, gdyby powiedział, że ten głos go nie ruszał, nie podniecał, nie przyprawiał o przyjemne dreszcze. On go uwielbiał. Tak samo jak jego właściciela.  


Sprawnie zsunął materiał spodni wraz z bokserkami. Odsunął się, robiąc miejsce swojemu kochankowi. Oczami błyszczącymi rosnącym pożądaniem przyglądał się, jak Minho odkłada starannie złożone ubrania na krzesło, a potem układa się na łóżku. 

Kibum, niczym kot, prześlizgnął się pomiędzy nogami kochanka, chwytając jego penisa w dłoń i przesuwając po nim stanowczo kilka razy. Chciał, żeby Choi’emu było dobrze. Całe jego jestestwo od roku nastawione było na sprawianie mu przyjemności. Nie łączyło ich nic więcej prócz seksu i Kim doskonale wiedział, że to się nigdy nie zmieni. Zawsze będzie wyczekiwał Minho, który pojawi się lub nie. Zawsze będzie - tak jak do tej pory - jedynie zwykłym pionkiem, zabawką, odskocznią od nudnej codzienności. Choi wciąż będzie ustalał wszystkie zasady i wydawał rozkazy. A Kibum nadal będzie oddawał mu się całkowicie, zgadzając się na wszystko. Nawet na ból i cierpienie. Na brak miłości. Byleby tylko móc zaznać odrobiny intymności.


Kim z szelmowskim uśmiechem spoglądał na odchyloną do tyłu głowę Minho, gdy – niby od niechcenia – leniwie przesuwał językiem po czubku jego penisa. Kilka szybkich ruchów ręką, kilka wolnych i liźnięcie. Zabawa w kotka i myszkę. 


- Kibum, do kurwy nędzy, nie baw się...


Ostry głos, na który tylko czekał. 


Uwielbiał każdą cząstkę Minho. Jego głos, zapach, ciało... I jego przyrodzenie. Ogromne, stojące dla niego na baczność i wściekle czerwone. Wielbił delikatność jego skóry wyczuwalnej pod językiem i każdą pulsującą żyłkę. Swoimi ustami pochłaniał je całe, ssąc zawzięcie i mocno. Jego głowa poruszała się szybko w rytm nadawany mu przez rękę wplecioną we włosy. Prawie się dusił, ale to nie było ważne.


Najważniejszy był zawsze Minho. 


Oderwał się od krocza bruneta, gdy tylko dłoń z głowy znikła. Wiedział, co nadchodzi. To, na co czekał cały ten czas, każdą jedną pojedynczą godzinę w ciągu dnia. Drżał na wspomnienie poprzednich razów i już tęsknił za kolejnymi. Taemin w przypływie złości nazwał go kiedyś masochistą, raniącym się na siłę. Ale Taemin był tylko głupim dzieciakiem, jego malutkim braciszkiem, który nigdy nie zaznał bliskości z mężczyzną takim jak Choi. Z takim, który był jak narkotyk.


Kibum, ułożony na brzuchu, wypięty i upojony szczęściem, przyjmował każde pchnięcie. Minho nigdy nie bawił się w czułości. One były przeznaczone tylko dla Jinri, nie dla niego. I gdyby zaczął ich żądać, to wszystko by się skończyło. Zostałaby złamana jedna z zasad, a to by wystarczyło, aby brunet zniknął z jego życia. A to zabiłoby Kima. I dlatego, pomimo że czuł krew spływającą po udzie z nie do końca zagojonej rany powstałej podczas poprzedniego razu, nie protestował. Ból paraliżował mu ciało, a erekcja Minho rozrywała go na pół, ale to było wszystko, co mógł mieć. Wszystko, czego pragnął.


Gorąca sperma zalała jego wnętrze, a on ostatkiem sił zacisnął krążki mięśni wokół jego penisa, próbując zatrzymać go przy sobie na trochę dłużej. Chciał go czuć choć jeszcze przez moment. Chciał udawać, że wszystko to znaczy coś więcej.


Minho wyszedł z niego i usiadł na krańcu łóżka, zapalając papierosa. Nie patrzył na blondyna ani na plamę krwi zmieszanej ze spermą na pościeli. Zaciągnął się nikotyną w ciszy nieczuły na ciche, wywołane bólem jęki kochanka.


Kim oddychał ciężko, próbując uspokoić szaleńczo bijące serce. Erekcja opadała przez niewyobrażalny ból, a on sam siłą woli walczył ze łzami. I gdy Minho skończył swojego papierosa i zostawił go, idąc pod prysznic, rozpłakał się. Bolało go ciało i serce, lecz mimo tego całego cierpienia paradoksalnie pragnął więcej. Jeszcze więcej. Jeszcze intensywniej.


- Nie rycz. Nie zachowuj się jak baba. – Minho stanął tuż przy łóżku niewzruszony i skupiony tylko na wiązaniu krawata. – Jutro mnie nie będzie i do końca tygodnia też nie. Wyjeżdżam z Jinri i Yoogeuniem na wakacje i raczej nie prędko wrócę.


- Kiedy przyjdziesz? 

Jego głos był tak cichy, że sam ledwo się usłyszał. Zbierał w sobie siły, by zadać to pytanie jeszcze raz pewny, że Minho go nie usłyszał. Choi jednak spojrzał na niego zirytowany. 


- Mógłbyś słuchać tego, co do ciebie mówię? Powiedziałem przecież, że wyjeżdżam. – Kilkoma ruchami ułożył włosy i poprawił marynarkę. – Czekaj na mnie. Jak wrócę, to przyjdę. 


Bez słowa więcej odwrócił się i wyszedł. 


Kibum oddychał już powoli, ale wciąż ciężko. Wpatrywał się w łunę księżyca, która odbijała się w lustrze, próbując przepędzić od siebie myśli o bólu.


Czekaj na mnie.



Nigdy nie robił niczego innego, tylko czekał. 


Zawsze na niego czekał.


I już zawsze będzie na niego czekać.











piątek, 25 października 2013

Heartbroken

Moja kochana Becia znalazła czas, więc prezentuje wam moi drodzy oneshota, 
o którym wspominałam pod ostatnią notką. ;)
Enjoy ^^





JongKey
Tytuł: Heartbroken
Gatunek: AU, angst
641 słów





Jeden...

”Bummie, proszę...”

Dwa...


”Kibummie, błagam cię.  Odbierz.”

Trzy...


”Wiem, że nie chcesz mnie znać, ale... Ja nie potrafię bez ciebie żyć. Bummie, ja... Czuję się jak śmieć. Rozumiem, że jesteś na mnie wściekły, ale proszę cię, błagam, odezwij się. Ja... Przepraszam. Tak strasznie cię przepraszam...”

Cisza.


”Kibum-umma? Hyung, odbierz. Martwimy się o ciebie. Jeśli nadal nie będziesz odbierał, to pojedziemy do ciebie!”

Koniec.


Kibum westchnął ciężko, opadając na kanapę. Głowa bolała go niemiłosiernie od godzin płaczu i niewyspania. Miał dość. Wszystkiego i wszystkich – bez wyjątków. Wiedział jednak, że jeśli chce uniknąć niechcianych odwiedzin przewrażliwionego Jinkiego i przeczulonego Taemina, musi przełamać swoją ogólną niechęć do świata i zadzwonić do któregoś z nich, aby ich zapewnić, że jakoś sobie radzi i nie ma potrzeby, żeby do niego przyjeżdżali.

Bo w tamtej chwili potrzebował tylko i wyłącznie samotności. Chciał się położyć, zamknąć oczy i już nigdy nie wstawać. Pragnął zapomnieć o Jonghyunie i o krzywdzie, którą ten mu wyrządził. O tamtej nieszczęsnej nocy, która obróciła wniwecz całe jego dotychczasowe szczęście. Zapomnieć o wszystkim, co kiedykolwiek ich łączyło. Rozpaczliwie próbował wymazać z pamięci fakt, że ktoś taki jak Kim Jonghyun w ogóle istniał w jego życiu.

Zamknął oczy, próbując się nie rozpłakać, choć szczerze wątpił w to, że zachowało się w nim bodaj kilka łez. Upierdliwy dźwięk kolejnego telefonu wibrował w jego czaszce, zwiększając tylko ból głowy. Nie odbierze. Nie zrobi tego. Nie, nie, nie...

”Bummie, wybacz mi... Ja naprawdę nie potrafię bez ciebie żyć. Wiem, że mnie nienawidzisz, ale on nic dla mnie nie znaczy, kompletnie nic. Przepraszam, Bummie... Kocham cię. Nie chciałem...”

Słuchawka upadła z hukiem, uderzona przez ciężkie tomisko. Nie mógł dłużej tego słuchać. Nie miał siły płakać. Już na nic nie miał siły.

Powoli i odrętwiale wstał i ruszył w stronę łazienki. Zakorkował wannę i odkręcił gorącą wodę.

Patrzył na swoje odbicie w powoli pokrywającym się parą lustrze. Zmierzwione włosy, zapuchnięte oczy, pusty wzrok... Nie przypominał dawnego siebie. Tamten Kibum – uśmiechnięty i ufnie patrzący w przyszłość – zdawał się odejść w odmęty niepamięci, a ten, który zajął jego miejsce, okazał się być jego całkowitym przeciwieństwem – pozbawionym planów i marzeń, tonącym w bezkresnym oceanie rozpaczy i goryczy; morzu własnych łez.

Bo nie było czegoś takiego jak „lepsze jutro”. Dla niego w ogóle nie było jutra...

- Idiota! Idiota, idiota, idiota...

Na głos wyklinając tego, którego mimo wszystko nadal bardzo kochał, niezręcznie ściągał z siebie ubrania, co jakiś czas się w nie zaplątując. Niefortunne machnięcie ręką, próbującą wyswobodzić się z długiego rękawa, sprawiło, że łazienkę wypełnił zapach mocnych, męskich perfum. Jego perfum.

Kibum z przerażeniem, ale i uporczywością wpatrywał się w leżące w umywalce kawałki szklanego flakonika. Światło odbijało się od każdego z nich, rażąc w oczy. Głowa Kima bolała od intensywności zapachu, a w uszach szumiało od adrenaliny i myśli, która niespodziewanie zrodziła się w jego umyśle.

Drżącymi palcami złapał za największy odłamek i położył go na brzegu wanny. Na zaparowanej tafli lustra napisał tylko jedno, krótkie zdanie.

”Kocham cię.”

Powoli wszedł do wanny, nie zwracając zbytnio uwagi na to, że gorąca woda parzy jego skórę. Po odczekaniu chwili zamknął oczy i zanurzył się cały, leżąc nieruchomo i myśląc. Zastanawiał się nad swoim życiem, które zawsze było podporządkowane Jonghyunowi, a teraz – zupełnie niespodziewanie – straciło swój centralny punkt.

Wkrótce się wynurzył, desperacko łapiąc powietrze. Cała łazienka wypełniła się parą, a woda – wciąż lejąca się do wanny – zaczynała wypływać na podłogę.

Trzęsącą się dłonią sięgnął po odłamek. Docisnął ostrą krawędź do nadgarstka i przesuwając ją wzdłuż żyły, z fascynacją przyglądał się spływającej krwi.

Jedna ręka i woda zabarwiła się na brudną czerwień.

Gdy haratał drugą rękę, z trudem trzymał szkło.

Kiedy ledwo żywy zsuwał się pod wodę, w mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka. Trzykrotny. Chwila ciszy. I zgrzyt zamka. Nadzieja, że może On wrócił ścisnęła go za serce. Ale był już zbyt słaby, by wykonać jakikolwiek ruch.

Zamknął oczy, znikając pod taflą szkarłatnej wody.



niedziela, 11 sierpnia 2013

Let's make a hit, oppa!


Na dobry początek one shot z moim ulubionym paringiem. ;)
Gorąco zachęcam do komentowania, nie gryzę. ;P Pamiętajcie- komentarze to motywacja dla autora i pożywka dla Wena. ;))
Enjoy ^^






JongHo
Tytuł: Let's make a hit, oppa!
Gatunek: smut
2 465 słów



 Każdy dzień z życia koreańskiej gwiazdki k-pop’u to koszmar. Najróżniejsze, mordercze treningi nie tylko wyczerpują człowieka do granic możliwości, ale także drastycznie uszczuplają jego wolny czas przeznaczony na wypoczynek. Najgorsze są jednak chwile, gdy szefowi wytwórni nagle przychodzi do głowy „genialny” pomysł, który jego podopieczni MUSZĄ zrealizować od razu. Najlepiej kosztem tej niewielkiej, pozostałej im resztki snu przydzielonej na każdy dzień.


Nic więc dziwnego, że Jonghyun był zły. Nie, to za mało powiedziane. On był wściekły. SHINee przygotowywało się do koncertów w Japonii, przez co każdy ich dzień był stresujący, nerwowy, frustrujący, wkurwiający, wyczerpujący i Bóg jeden wie, jaki jeszcze. Dopracowywali do perfekcji swoje układy, wyuczali się na pamięć kolejności występów i starali się z całych sił sprawić, by ich szef kiwnął głową z zadowoleniem. Oczywiście, nie było to łatwe zadanie. Ich wspaniały prezydent co rusz zarzucał ich swoimi nowymi pomysłami i zmieniał wizję koncertów. I na nieszczęście Jonghyuna, „geniusz” szefa postanowił ujawnić się i tego dnia.


- Jjong, nie złość się już.
Key z całych sił starał się uspokoić swojego przyjaciela. Usadził go na krześle w kuchni tuż przed resztą chłopaków i delikatnym masażem próbował opanować sytuację. Kim potrafił być czasem naprawdę nieobliczalny, gdy był wściekły. Mimo, że na takiego nie wyglądał.


- Bummie, jak ja mam być spokojny?! Ten cholerny, stary pryk kazał mi i Minho napisać piosenkę NA JUTRO! Nie dość, że nasze przygotowania przed wyjazdem to istna katorga żywcem wyjęta z obozu wojskowego, to jeszcze mam stracić te pierdolone CZTERY godziny snu na napisanie hitu! Jak?! Ja się pytam- JAK DO CHOLERY MAM NAPISAĆ HIT W CIĄGU CZTERECH GODZIN, SKORO…


- Jonghyun, nie wydzieraj się na Kibuma!- Onew poczuł w sobie liderską siłę do przezwyciężenia złości swojego dongsaeng’a.- To ani jego, ani żadnego z nas wina, że ten, jak go ładnie określiłeś, „stary pryk” ma nierówno pod sufitem. Nic na to nie poradzisz. My tak samo. Jedyne, co możesz zrobić, to zamknąć się z Minho na noc w szajniakowym pokoju i molestować pianino tak długo, aż nie powstanie hit. Key zrobi wam przekąski  i kawę w termosie. Wylatujemy jutro o 17.00, więc będziecie mogli pospać w samolocie albo nawet zdrzemnąć się na chwilę wcześniej. My was spakujemy. Tylko już cię proszę- bez krzyków. Taemin zasnął…


Lider ruchem głowy wskazał na maknae, pochrapującego cichutko z ułożoną na stole głową i cieniutką strużką śliny wypływającą z otwartych usteczek. Ten dzień był wyjątkowo męczący. Cichy jak dotąd Minho westchnął ciężko i wstał od stołu, delikatnie biorąc na ręce młodego Lee.


- Zaniosę go do pokoju i ustawię mu budzik na wcześniejszą godzinę, żeby na pewno zdążył wykąpać się rano. Widzimy się przy pianinie, hyeong. – Minho uśmiechnął się subtelnie, poprawiając Tae na swoich rękach. Posłał jeszcze spojrzenie w stronę lidera i młodszego Kim’a.- Dobranoc, Jinki. Dobranoc, Bummie.


- Dobranoc, Minho.- Onew przez chwilę wpatrywał się w miejsce, gdzie przedtem stał Choi, po czym obrócił się w stronę pozostałej w kuchni dwójki.- Key, zrób chłopakom kawę i coś do przegryzienia. Jonghyun, idź się wykąpać, uspokoić i weź się do pracy. Trzymamy kciuki za piosenkę. Czuję w kościach, że nas zaskoczycie.


Twarz Jonghyuna wykrzywiona była w grymasie niezadowolenia. Jednak po dłuższej chwili, i kilku głębokich wdechach oraz wydechach, jego mina zmieniła się na ciut bardziej zrelaksowaną, a nawet trochę zamyślona. Zmarszczył brwi i przygryzł wargę myśląc intensywnie, by zaledwie moment później zerwać się z krzesła i uśmiechnąć do lidera.


- Okay, hyeong! Życzcie mi szczęścia!


- Zaraz przyniosę wam jedzonko. Hwaiting, Jjongie!- Kibum klepnął pośladki starszego Kima, nim ten czmychnął z kuchni.



*



 Dochodziła druga w nocy, a oni byli w kropce. Reszta zespołu smacznie spała, podczas gdy oni próbowali nie poddać się wszechogarniającej frustracji i coś stworzyć.  Jonghyun po raz kolejny rzucił zgniecioną kartką papieru w drzwi, wzdychając przy tym cierpiętniczo, a Minho z coraz większym zaangażowaniem stukał w blat stolika długopisem, nie mogąc ruszyć ze swoim rapem choćby o słowo. Największym problemem Choi’ego było to, że swój rap miał dopasować do tego, co stworzy Jonghyun. Tyle, że Kim jeszcze nic nie napisał. A raczej nic, co naskrobał, nie uznał za godne rozwinięcia.


Minho wstał i przeciągnął się, prostując zesztywniałe mięśnie. Był zmęczony, wszystko go bolało i potrzebował snu. Albo porządnej dawki kofeiny, bo kawę z termosu już dawno wypyli.


- Hyeong, idę zrobić kawę. Zaraz wracam.


Jonghyun mruknął jedynie coś w odpowiedzi, nie przerywając wgapiania się w kartkę przed nim. Tak jakby samo spojrzenie było w stanie napisać kolejny hit. Kim był absolutnie wściekły. Zazwyczaj napisanie piosenki nie przychodziło mu zbyt łatwo, ale tego dnia to już było istne apogeum. Nie był w stanie napisać nic więcej niż niecałe zdanie. Koszmar. Na domiar złego, w głowie pobrzmiewały mu słowa lidera o „zaskoczeniu”, które powodowały to, że wszystko, co trafiało na papier, było w jego mniemaniu absolutnie tandetne i oklepane. Potrzebował jakiegoś kopa, inspiracji. Ale, na swoje nieszczęście, nie wiele mógł zdziałać w środku nocy, gdy zostawały mu niespełna trzy godziny na napisanie przeboju. 


- Niech to szlak!


Z całej siły rzucił kolejną papierową kulką w stronę drzwi. Śmieć jednak nie odbił się od drewna, a od klatki piersiowej Minho, który wybrał sobie ten właśnie moment na powrót do pokoju. Młodszy spojrzał na dość spore usypisko wokół drzwi, a potem na swojego wyraźnie zmartwionego hyeonga.


- Jonghyun-hyeong… To bez sensu. Dzisiaj chyba już nic nie napiszemy. Ja nic nie stworzę bez twoich słów. A ty, jak widzę, jesteś w dołku.- Minho przysunął krzesło bliżej Jjonga, patrząc mu w oczy.- Czemu nic z tego, co napisałeś, Ci się nie podoba?


- To... To jest po prostu tandetne, Minho-ssi. A do tego jest tak obrzydliwie słodkie, że rzygać się chce. Może powinienem się przerzucić na pisanie dla girlsbandów, bo tego cukierkowego gówna na pewno nie dałbym nam zaśpiewać.


- Nie bądź dla siebie taki surowy! Na pewno to, co masz w głowie jest dobre. Musisz tylko…


- Nie. To jest do dupy, Minho.- Jonghyun pokręcił głową.- Potrzebuję czegoś nowego. Jakiegoś nowego uczucia, doświadczenia. Czegoś trochę niegrzecznego. Czegoś, co zaskoczy fanów, wprowadzi SHINee na nowy poziom. Potrzebuję...


- Seksu?


Pytanie zadane z nonszalancją i swobodą połączonymi z głębokim głosem wywołało delikatny rumieniec na policzkach Jonghyuna. Nie żeby był prawiczkiem! Co to, to nie! Nie był przecież wiecznie niewinnym Onew. Po prostu w głosie Minho pobrzmiewała cholerna dwuznaczność. I nieskrywana ciekawość. Taka sama, jaka pobłyskiwała w jego oczach, uważnie wpatrzonych w starszego.


- Min... Minho. O co ci chodzi?


- Mi?- Przyglądający się różowym policzkom Jjonga Choi uniósł do góry jedną brew.- Stwierdziłem tylko fakt. Powiedziałeś, że potrzebujesz czegoś niegrzecznego do nowej piosenki. Co jest bardziej niegrzeczne niż seks? I to najlepiej dziki seks?


Jonghyun patrzył na spokojne oblicze Minho z lekko rozchylonymi w szoku ustami.


- A... Ale... To nie to, o co mi chodziło. Ja tylko...


- Jonghyun-hyeong... Wiem dokładnie, co miałeś na myśli. Wiem też, że irytuje cię ten słodki image, jaki jest do nas przyklejony. Zresztą, tak samo jak mnie. Więc, by wybrnąć jakoś z tego twórczego dołka, musimy dostarczyć ci nowych bodźców.


- Ale... Jest trzecia w nocy! Jak chcesz...- Oczy Kima rozszerzyły się w niedowierzaniu.-Chyba nie chcesz... Onew cię zab...


-Nie, hyeong, nie będę dzwonił po dziwki.- Minho zsunął się zgrabnie z krzesła i klęknął naprzeciwko Jjonga, opierając dłonie na jego kolanach.-  Dzisiaj to ja będę twoją dziwką.


Jonghyun nie zdążył nawet zaprotestować. Rozchylił tylko wargi w geście absolutnego niedowierzania, co szybko zostało wykorzystane przez Minho. Brunet wyciągnął się w stronę starszego i wpił w jego wargi, od razu nurkując językiem do środka. Jjong nie oponował ani nie odpowiadał. Był zbyt zszokowany. A najgorsze w tym wszystkim było to, że nie tyle zachowanie Minho go szokowało, co jego własne odczucia. A jedyną rzeczą na jakiej potrafił się względnie skupić, był fakt, że Choi miał cholernie zwinny język. 
Minho pogłębił pocałunek, zatracając się w gorącu ust starszego. Jonghyun jęknął przeciągle, odpowiadając w końcu na pieszczotę. To było takie złe, a jednocześnie tak podniecające i cudowne. Minho rozchylił nogi Jjonga, przysuwając się bliżej i ocierając brzuchem o krocze starszego. Oderwał swoje usta od Jonghyuna i zszedł z pocałunkami na szyję, zdobiąc ją przy okazji kilkoma czerwonymi znakami. Jego dłonie przesunęły się po udach ku górze, by niebawem zanurkować pod białą bokserką i pieścić palcami twarde mięśnie brzucha. Minho zębami zsunął z ramienia Blinga ramiączko koszulki, eksponując twardniejący prawy sutek. Nie zastanawiając się specjalnie, trącił go językiem i uśmiechnął się pod nosem, gdy do jego uszu dotarło sapnięcie. Przyssał się do sutka przygryzając go delikatnie, jednocześnie przesuwając lewą dłoń, by móc podszczypać drugi. Przez cały ten czas nieustannie ocierał się o krocze ich zespołowego Dino, czując, jak wybrzuszenie w jego bokserkach rośnie.


Oderwał się od ciała Jjonga, patrząc na jego zarumienioną i podekscytowaną twarz,
na kuszące, rozchylone, czerwone wargi. Wsłuchiwał się w ciężki oddech. Uśmiechnął się zadziornie pod nosem, przesuwając palcami po policzku starszego. Jonghyun spojrzał na Minho spod półprzymkniętych powiek, oczami zasnutymi mgiełką pożądania, nie mogąc uwierzyć w to, co robią i co się z nim dzieje. Brunet pochylił się nad Kim’em. Ich usta dzieliła niewielka odległość.


- Oppa… Chcesz, żeby Ci zrobić dobrze?


Jonghyun nie potrafił zaoponować, mimo że wszystko w nim krzyczało, że tak nie powinno być. Ale dłoń Minho, która już od dłuższego czasu leżała na jego kroku i ściskała delikatnie jego członek, wysyłała zbyt dobre wibracje do jego mózgu.


Minho złapał Blinga za biodra, zsuwając z nich piżamowe dresy. Jego oczy zabłyszczały, gdy tylko pojawił się przed nim dumnie stojący na baczność członek starszego. To nie tak, że nie widział nigdy Jonghyuna nago. Całe SHINee widziało się na golasa. I Minho zawsze lubił podziwiać umięśnione ciało Jjonga.  Jego przyrodzenie też mu się podobało- średniej długości i grubości, z idealnymi okrągłymi jądrami.


Brunet złapał za podstawę penisa, składając delikatne pocałunki na całej długości. Jjong westchnął niekontrolowanie. Wplótł palce we włosy Minho, przybliżając jego twarz do swojego krocza. Choi tylko zachichotał pod nosem. Polizał główkę penisa, by po chwili włożyć go sobie całego do ust. Z pasją ssał przyrodzenie mężczyzny, przesuwając językiem po żyłkach. Jonghyun jęknął przeciągle, mocniej łapiąc za kosmyki Minho. Brunet nie zaprotestował, pozwalając Kim’owi  na pieprzenie swoich ust. Mruknął, czując na języku pierwsze słone krople. Jjong pchnął brutalnie, głęboko w gardło Minho. Ciemnowłosy wypuścił przyrodzenie starszego, uśmiechając się na dźwięk niezadowolenia, który wydał z siebie Kim. Młodszy powoli usiadł na kolanach Blinga, ocierając się swoim, już twardym, penisem o krocze drugiego mężczyzny.


- Oppa... - Zmysłowo polizał ucho głównego wokalisty.- Oppa... Chcesz, żebym cię pieprzył? A może wolisz swojego koleżkę w moim tyłku?


Jonghyun zadrżał niezdolny do powiedzenia choćby słowa. Przesunął dłońmi po umięśnionych udach Minho, ulokowując je na pośladkach młodszego.


- Minho... Ja...


- Cii...- Choi otarł się ustami o wargi starszego.- Przepraszam, hyeong. Zapomniałem. Dzisiaj ja jestem dziwką...


Brunet oddalił się od szatyna, rozbierając się całkowicie. Zrobił kilka kroków w tył, opierając się o pianino i patrząc zachęcająco na Blinga.


-No chodź, oppa... Zerżnij mnie.


Jonghyun poczuł się jak w transie. Nie był w stanie racjonalnie myśleć. Jedyne, co przychodziło mu do głowy to to, że naprawdę tego pragnie. Teraz. Po długim okresie celibatu pragnie znów kogoś pieprzyć. Nie, nie byle kogo. Pragnie pieprzyć tylko i wyłącznie osobnika przed sobą. I niewiele go obchodziło, że to nie właściwe, złe. Że przecież obaj są facetami, są kolegami z zespołu.  To nie miało znaczenia.


Ruszył w stronę Minho, zrzucając z siebie podkoszulkę. Gdy tylko stanął naprzeciwko Minho, natychmiast wpił się w jego wargi, jednocześnie łapiąc w rękę jego penisa i stymulując go. Wsunął dłonie pod uda bruneta, czując w sobie jakieś niespodziewane pokłady nowej energii, nowych pragnień. Uniósł młodszego do góry, nie zwracając uwagi na dźwięk, jaki wydały klawisze pianina po zderzeniu z pośladkami Minho. Choi rozszerzył nogi i po chwili oplótł je wokół talii Jonghyuna.


-Oppa... Nie chcę czekać...


Wszystko działo się szybko. Jjong wbił się w Minho, czując, jak kręci mu się w głowie. Czuł niewyobrażalną ciepłotę i krążki mięśni oplatające ciasno jego penisa. Minho jęknął spazmatycznie przez ból, który promieniował przez całe jego ciało. Jonghyun znów go pocałował, chcąc rozproszyć jego myśli.


- Minho-ssi…


- Jonghyun-hyeong… Możesz się ruszyć..


Pchnięcia były głębokie i, z każdym kolejnym, coraz szybsze. Jęki ich obu mieszały się z dźwiękami wydawanymi przez pianino. Jonghyun czuł, jak drżą mu nogi, ale nie poddawał się, wbijając w ciało bruneta z coraz większym zapałem.


-O kurwa! J.Jjon... Hyeun... Tam! Błagam…Tam!


Jonghyun ponowił pchnięcia pod jednym konkretnym kątem, uderzając co chwilę w prostatę swojego dongsaeng’a. Minho jęczał coraz głośniej, jednocześnie nakręcając Jonghyuna jak nikt wcześniej. Jego ruchy były coraz szybsze, mimo że czuł, że już powoli opada z sił. Po jeszcze paru silnych pchnięciach opadł na ziemię, ciągnąc za sobą Minho. Byli tak blisko spełnienia, a równocześnie tak wykończeni.


Minho pchnął Blinga tak, by starszy położył się na panelach, i sam zaczął go ujeżdżać.


-Mi... Minho...


Brunet opuszczał się i unosił, ustawiając się tak, by penis Jjonga uderzał w jego prostatę. Szatyn zaś zaciskał mocno palce na biodrach Minho, wychodząc naprzeciw jego ruchom.


-Hyeong... Ja... Ja zaraz...


Bling uniósł się nieznacznie, podpierając się na łokciu jednej ręki, drugą łapiąc za przyrodzenie Minho. Brunet nadziewał się na niego coraz szybciej. Nie minęła chwila, jak obaj doszli z głośnym, przeciągłym jękiem.


Jonghyun opadł na podłogę, będąc niezdolnym do wykonania ruchu. Minho padł tuż obok niego, oddychając równie szybko. Przez moment dzielili tylko ciszę, uspokajając oddechy. Choi uniósł delikatnie głowę do góry, patrząc na szatyna. Ten w odpowiedzi tylko delikatnie złapał w palce podbródek bruneta i przysunął go do słodkiego pocałunku. Ich języki, leniwie po sobie przesuwające, wyrażały wszystko, co mieli do powiedzenia.



 *



 Chłopaki z niecierpliwością wpatrywali się w szefa, który ze zmarszczonymi brwiami czytał tekst napisanej przez Jonghyuna i Minho piosenki. Key przesunął wzrok po swoich przyjaciołach z zespołu. Jjong i Minho stali obok siebie, ramię w ramię, co chwilę zaczepiając wzajemnie o swoje palce. Kibum zawsze miał najsłabszy sen ze wszystkich. I był niemal w stu procentach pewny tego, co spowodowało wydawanie dziwnych dźwięków przez pianino w nocy.


Prezydent SM chrząknął. Całe SHINee wyprostowało się, patrząc na niego z uwagą.


- Ja... Hm... Piosenka jest… intrygująca. Nie wiem, co było waszą inspiracją, ale chyba nie chcę tego wiedzieć. Jednak nie wydaje mi się, żebyśmy ją wykorzystali. Chyba mam inny pomysł. Idźcie się spakować.


Chłopaki kiwnęli głowami i wyszli z biura szefa, kierując się prosto do samochodu.


- Kurczę.. - Taemin spojrzał smutno na swoich hyeong’ów.- Całą noc nad nią pracowaliście, a on i tak jej nie wziął. To okropne!


- Nie przejmuj się, Minnie!- Jjong delikatnie klepnął ramię maknae.- Najwidoczniej trzeba było ją dopracować.


- Ale...


- To naprawdę nic takiego, młody.- Minho uśmiechnął się ciepło do młodego Lee,
po chwili przesuwając swój wzrok na Jonghyuna.- Ja i hyeong możemy popracować razem nad nową. Co ty na to, oppa?


Jjong uśmiechnął się szelmowsko w stronę ciemnowłosego, przesuwając się i „przypadkiem” trącając jego stopę.


- Myślę, że to świetny pomysł, Minho.


Kibum, patrząc na nich, był już święcie przekonany, że naprawdę wie, co się dzieje między tą dwójką.