INFORMACJE

BLOG ZAWIESZONY DO ODWOŁANIA!


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smut. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smut. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 września 2015

War of Hormone- Pleasure Break

Nie wiem, czy ktokolwiek tu jeszcze zagląda, ale nie umarłam, więc daje znaki, że żyje. :P
Na razie nie odwieszam bloga, bo nie wiem jeszcze jak to będzie z moim czasem i weną, ale mam nadzieję, że co jakiś czas uda mi się coś wrzucić. :)
Na razie prezentuje pierwsze "coś" z BTS, które jakiś czas temu skradło mi serducho i nie zamierza go wypuszczać z objęć. :3
Jest to maleństwo, które będzie miało jeszcze dwie części. 
Mam szczerą nadzieję, że komuś przypadnie do gustu. :3
Enjoy (^^)







Taehyung nerwowo spoglądał na zegarek, niedbale opierając się o ścianę w zgniłozielonym kolorze. Oczywiście, jak zwykle naraził się psorce od angielskiego i tym samym został wywalony z zajęć za - jak to ona określiła - niestosowne słownictwo i bezczelność. Nie żeby to go jakoś specjalnie obchodziło. Dla kogoś takiego jak on i tak liczyło się tylko jako takie zdanie z klasy do klasy, a mając za kumpla Namjoona nie było mowy, żeby nie dał sobie rady. Wzdychając ciężko, spojrzał po raz kolejny na zegarek, odliczając czas do końca lekcji.


Trzy minuty.


Ze zrezygnowaniem przekręcił lizak w ustach, spoglądając na zagrzybiały sufit znienawidzonej przez niego szkoły. Chciał zapalić. Jego palce nerwowo bawiły się paskiem plecaka, odczuwając brak papierosa. Ostatkami siły woli powstrzymywał się przed wyjściem i oddaniem się w szpony swojego ulubionego nałogu, ale zbyt dobrze wiedział, że Jimin by go zabił. Może nie dosłownie, ale na pewno narzuciłby zakaz dotykania jego seksownego tyłka, co byłoby równie bolesne jak śmierć. Chcąc nie chcąc, musiał więc uzbroić się w cierpliwość i czekać, aż jego chłopak skończy te cholerne lekcje.


- Taehyung, nie powinieneś być w klasie?


Kim podniósł wzrok, spoglądając na stojącą przed nim kobietę w średnim wieku. Woźna Lee była jedyną osobą w tej cholernej placówce, która nie doprowadzała Taehyunga do szewskiej pasji.


No może oprócz Jimina.


- Ajumma…- uśmiechnął się do niej w swój charakterystyczny, zawadiacki sposób, jednocześnie wykorzystując te niewielkie pokłady aegyo, jakie posiadał, na co kobieta tylko cicho prychnęła kręcąc głową.- Wiedźma McKanzie znowu nie doceniła mojego angielskiego.


- A co jej tym razem cytowałeś?

- My name is V, and your ass ain’t talking your way outta this shit. *

Kobieta zaśmiała się głośno, dając chłopakowi mocnego kuksańca w ramię.

- Widzę, że moja edukacja filmowa nie idzie na marne.

- Ależ oczywiście, ajumma! Chociaż Jimin uważa, że masz na mnie zły wpływ.

- Może ma rację. - kobieta puściła mu oczko - Czekasz teraz na niego?

- Tak. - Taehyung sugestywnie poruszył brwiami. - Liczę na małe co nieco przed kolejną lekcją.

- Ty mały bezwstydniku. - Kobieta uśmiechnęła się szeroko, wyciągając z tylnej kieszeni dżinsów paczkę papierosów. - Nie możesz dać biednemu chłopakowi ani chwili wytchnienia, co?

- Zbywał mnie cały weekend, więc.. - Tae wzruszył niedbale ramionami - Jest mi coś winny.

- Ech, żeby mój mąż miał taką wieczną chcicę jak ty. - Kobieta machnęła ręką, wsuwając jeden z papierosów za ucho i chowając paczkę z powrotem. - Dobra, idę. Zaraz dzwonek, a ja muszę jakoś umknąć na fajka. Jakbyś chciał skorzystać z dachu, to drzwi od lewego skrzydła są otwarte. Pomyślałam, że ci się mogą przydać.

- Ajumma, jesteś najlepsza!

Kim uśmiechnął się szeroko, na co kobieta machnęła tylko ręką, jednocześnie puszczając do chłopaka oczko i odeszła żwawym krokiem w stronę tylnego wyjścia.

Taehyung przez chwilę podążał za nią wzrokiem, póki upierdliwy dźwięk dzwonka nie zasygnalizował końca trzeciej lekcji. Kim spojrzał w stronę klasy na końcu korytarza, po dłuższej chwili wypatrując wśród jednokolorowej masy uczniów niewielką postać Jimina. Uśmiechnął się pod nosem, podchodząc bliżej.

- V!

Jimin uśmiechnął się szeroko, szybko wymijając swoich znajomych. Podszedł do wyższego chłopaka i od razu oplótł ręce wokół jego szyi. Taehyung złapał pełne wargi Jimina w swoje, mocno go obejmując i ciągnąc z dala od zdegustowanych spojrzeń uczniów.

- Gdzie idziemy?

- Na dach.

- Znowu… - Jimin nadymał policzki, mrużąc oczy. - Nie możemy pójść gdzie indziej?

- Ale, kocie… - Taehyung pochylił się nad uchem Parka, dmuchając w nie ciepłym powietrzem, tym samym powodując gęsią skórkę na ciele bruneta - Na dachu będziemy sami i będziemy mogli robić co tylko chcemy.

Jimin westchnął zirytowany, odsuwając na bok przyjemne dreszcze.

- Czy tobie zawsze musi chodzić tylko o seks?

- Nie zawsze, ale w twoim przypadku ciężko nie mieć brudnych myśli praktycznie cały czas. - dłoń Taehyunga powoli zjechała w dół pleców Parka prosto na jego idealne pośladki, akurat gdy wspinali się schodami na górę. - Jak chcesz, to ci to wynagrodzę wieczorem. Wiesz, jakieś kino albo coś… Ale na razie potrzebuję twojej pomocy, bo mnie chamsko zostawiłeś na cały weekend.

- Wiesz, że zbliżają nam się zawody i musimy ćwiczyć, a Hoseok-hyung…

- Tak, tak… - Taehyung popchnął drzwi, wypuszczając ich na świeże, wiosenne powietrze. - Nieważne.

Kim rzucił plecak na ziemię, samemu siadając pod murkiem.

- Chodź do mnie.

Jimin westchnął, odkładając plecak i ze zrezygnowaniem usiadł na kolanach Taehyunga, po raz kolejny oplatając wokół niego ręce. Dłonie V natychmiast zjechały na pośladki drugiego chłopaka, a jego usta zaczęły składać chaotyczne buziaki na jego szyi i twarzy.

- Tae…

Ich usta spotkały się w namiętnym pocałunku. V wdarł się językiem pomiędzy miękkie wargi Jimina, delikatnie, acz stanowczo badając nim wnętrze ust bruneta. Jimin jęknął cicho, a jego palce wczepiły się w podkoszulek Kima. Ich języki walczyły ze sobą przez długi czas, pozbawiając ich oddechu.

- Jimin.. - Taehyung zjechał pocałunkami na szczękę bruneta, delikatnie ją przygryzając w niektórych miejscach. - Przez weekend byłem skazany na ręczny. Nie uważasz, że coś mi się należy?

Jimin przygryzł wargę, patrząc prosto w wyzywające oczy V. Jego dłonie powoli zjechały wzdłuż ciała chłopaka, zahaczając o pasek spodni i 
odpinając je jednym sprawnym ruchem.

- Masz rację. Muszę ci wynagrodzić swoje karygodne zachowanie.

Park zsunął się z kolan Taehyunga, zamiast tego kładąc się na betonie pomiędzy rozchylonymi nogami Kima. Powoli rozpiął spodnie chłopaka, dłonią wędrując pod gumkę bokserek.

V wzdrygnął się, gdy w jego penis uderzył nagły podmuch wiatru. Jimin, z oczami błyszczącymi pożądaniem, patrzył na przyrodzenie fioletowowłosego, które sprawnie objął dłonią od razu rytmicznie nią poruszając. Taehyung odchylił głowę do tyłu całkowicie oddając się przyjemności dawanej mu przez bruneta.

Jimin oblizał lubieżnie wargi, pochylając się i delikatnie całując czubek powoli nabrzmiewającego penisa. Mimo, że nigdy nie widział siebie w roli zdominowanego, to jednak było coś w Taehyungu, w jego osobowości, sposobie mówienia i zachowaniu, co sprawiało że Jimin zamieniał się, kolokwialnie rzecz ujmując, w żądną kutasa dziwkę.

Gdy tylko jego sprawna dłoń postawiła „małego V”, jak Taehyung uwielbiał mówić o swoim penisie, do pionu Jimin ułożył się wygodniej i patrząc spod półprzymkniętych powiek prosto, w zamglone z pożądania, oczy Tae objął wargami nabrzmiały członek. Jęk mimowolnie wydobył się z jego gardła, gdy gorzko-słony posmak preejakulatu uderzył w jego kubki smakowe. Zaczął powoli ruszać głową mrucząc z zadowolenia, zjeżdżając coraz niżej i zasysając policzki co jakiś czas. Taehyung wygiął się, jęcząc cicho i wplatając dłoń we włosy Jimina. Usta jego chłopaka były jedną z najbardziej grzesznych i cudownych rzeczy jakie przydarzyły mu się w życiu.

Język Jimina przesuwał się po żyłkach, badając całą strukturę penisa ,a jego dłoń nieznacznie drażniła jądra Taehyunga, łaskocząc je i ściskając.

- Jimin…

Dłoń we włosach bruneta zacieśniła się ciągnąc raz po raz za ciemne końcówki, a biodra V wyrwały do góry. Jimin uśmiechnął delikatnie, po chwili jednak głębiej biorąc penisa fioletowowłosego do ust, niemal dotykając tyłu swojego gardła, i zasysając się na nim najmocniej jak potrafił. Nim jednak V zdążył wykonać jakikolwiek ruch, Jimin wypuścił jego penisa oblizując usta. Uśmiechnął się szeroko do swojego chłopaka nurkując po chwili znów miedzy jego nogi. Jednak zamiast na nowo zając się pulsującą erekcją, wargi bruneta objęły jedno z jąder ssąc je mocno, podczas gdy jego dłoń ściskała drugie.

Taehyung czuł jak odlatuje.

Jęcząc głośno i bezwstydnie mocniej zacieśnił palce we włosach Jimina, siłą zmuszając go do ponownego zajęcia się jego nabrzmiałym i gotowym do dojścia penisem. Gdy tylko gorące wnętrze ust bruneta na nowo otoczyło członek Taehyunga, biodra chłopaka zaczęły poruszać się wbrew jego woli, mocno pieprząc zręczne usta Jimina. V wystarczyła chwila by rozlać się wprost do chętnego gardła Jimina, tym samy wywołując pomruk aprobaty u bruneta.

Oddychając ciężko spojrzał na Parka. Chłopak jeszcze przez chwilę zasysał się na jego mięknącym penisie, połykając ostatnie resztki spermy. Po chwili wypuścił członek V z głośnym mlaśnięciem, i uśmiechając się zadziornie oblizał usta.

- Czy teraz mi wybaczysz ten nieszczęsny weekend?

Taehyung zaśmiał się i pociągnął za krawat Jimina, łapiąc jego nabrzmiałe usta w swoje. Przez dłuższą chwilę oddawał się pocałunkowi, smakując samego siebie na słodkich wargach bruneta. W końcu oderwał się, cmokając tylko nos swojego chłopaka.

- Wybaczam.

Jimin uśmiechnął się szeroko, szybko ubierając Taehyunga i na nowo usadawiając mu się na kolanach.

- Mamy jeszcze całe pięć minut przerwy i mam nadzieję, że się mną zajmiesz prze ten czas.

- A co powiesz na to, żebyśmy się zerwali i poszli do mnie zając się twoim problemem? - V sugestywnie poruszył brwiami, delikatnie ściskając krocze bruneta. - Bo czuję, że brakuje ci miejsca w spodniach, a mój mały V, choć niesamowicie docenia twoje usteczka, to stęsknił się też za twoim boskim tyłeczkiem.

Jimin przysunął się bliżej, ocierając swoją rosnącą erekcję o udo Kima, i delikatnie ugryzł go w ucho wprost w nie szepcząc.

- Myślę, że mój tyłek też się stęsknił za małym V…





*org. My name is Pitt, and your ass ain’t talking your way outta this shit. cytat z filmu Pulp Fiction



piątek, 13 lutego 2015

Dirty Pleasure Epilog

Stał w pustym i zupełnie obcym mieszkaniu otoczony kartonowymi pudłami. Stał, zastanawiając się nad swoim życiem, które w ostatnim czasie po raz kolejny obróciło się o 180 stopni. Wydawało mu się, że od razu po przeprowadzce poczuje ulgę i spokój. Rzeczywistość okazała się jednak inna, bardziej okrutna – mimo że wiele spraw zostało wyjaśnionych, a problemów rozwiązanych, on wciąż odnosił wrażenie, jakby tkwił w próżni, z dala od świata, gdzieś pomiędzy przeszłością a teraźniejszością. Czuł pustkę zupełnie tak, jakby coś barbarzyńsko mu wydarto. Istotnie – coś zostało mu odebrane. Ufność, radość, poczucie własnej wartości – jedyne , co się po nich zachowało to ckliwe wspomnienia. Taemin potrzebował mnóstwa czasu, aby móc na nowo nadać im namacalny kształt; aby odzyskać to, co zostało mu zabrane. Na jego własne życzenie. Przez własną głupotę. Przez naiwne i przerażająco egoistyczne przeświadczenie, że może zbudować szczęście na czyimś dramacie. Właśnie to przekonanie doprowadziło do tego, że nie mógł spojrzeć w oczy Minho, że unikał wzroku Kibuma i Jinkiego, że szerokim łukiem omijał Jonghyuna. Co prawda Taemin nie był jedyną osobą, która zawiniła, ale nie mógł pozbyć się wrażenia, że to on dopuścił się największej zbrodni. Gdyby nie dał się wykorzystać, gdyby nie powiedział Jonghyunowi o swoich uczuciach, gdyby tylko nie był w nim tak beznadziejnie zakochany, wszystko wyglądałoby inaczej. Może nawet tak jak kiedyś?

Taemin bardzo tęsknił za tym, co było „kiedyś”. Marzył o powrocie do chwil, w których członkowie SHINee wspierali się, pomagali i ufali sobie nawzajem. Chciał wrócić do czasów, kiedy nie ukrywali swoich prawdziwych uczuć za maską pozorów, próbując udowodnić sobie coś, co w rezultacie i tak nie miało większego znaczenia.

Lee westchnął ciężko, otwierając jedno z pudeł. Pusta przestrzeń stopniowo zaczęła wypełniać się nie tylko przedmiotami, ale i wspomnieniami – zarówno tymi starszymi, jak i całkowicie nowymi.

- Taeminnie, jesteś pewny, że to dobra decyzja?

- Najwyższa pora, hyeong, abym się usamodzielnił. Nie mogę być wiecznie nieporadnym maknae, przez którego wszyscy drżą ze strachu, bo sam poszedł do sklepu. To chyba dobry moment, żebym dorósł, nie uważasz?

- Jesteś pewien, że tylko o to chodzi?


- Oczywiście. A o co innego mogłoby chodzić?

Taemin zdawał sobie sprawę z tego, że Kibum domyśla się odpowiedzi na to pytanie. Key należał bowiem do osób niezwykle uważnych i bystrych, które dogłębnie analizowały każdą swoją obserwację. Co gorsza nie łatwo było go zwieść, o czym młody Lee przekonał się nie raz. To było więcej niż pewne, że Kim opracował już własną teorię na temat minionych wydarzeń, a szczególnie ich przyczyn, które nie były tak oczywiste, jak początkowo mogło się wydawać. Kibum uważał, że udało mu się dotrzeć do źródła konfliktu, a przynajmniej odkryć powód, przez który ów spór niemal urósł do rangi świętej wojny. Z pewnością Key skonfrontowałby swoje przypuszczenia z rzeczywistością – zadanie Taeminowi kilku niewygodnych pytań było doskonałym ku temu sposobem – gdyby nie jeden znaczący szczegół – zmęczenie. Zmęczenie ciągłymi kłótniami i wiecznymi pretensjami, niezręczną ciszą i dojmującą atmosferą w dormie. Kim dobrze wiedział, że swoją dociekliwością może na nowo wywołać istną burzę i otworzyć ledwo zagojone rany. Dlatego niektóre pytania postanowił zachować dla siebie. Rzecz jasna, do czasu. Do chwili, którą uznałby za „lepszy moment”.

Odkąd Taemin obiecał sobie, że nikomu nie wyjawi prawdy, nie obawiał się żadnego „lepszego momentu”. Tą bowiem prawdę – bez względu na późniejszy bieg wydarzeń – miał znać tylko on i Jonghyun. I tego stanu rzeczy młody Lee zamierzał niezłomnie i zaciekle bronić.

Maknae uśmiechnął się smutno pod nosem, delikatnie marszcząc czoło. Na samym dnie kartonowego pudła, z którego wyciągał przedmioty od dłuższej chwili, zobaczył swój stary notes. Twarda, granatowa okładka, a na jej wewnętrznej stronie krótkie życzenia: „Wszystkiego najlepszego z okazji osiemnastych urodzin! Oby ten notes pomógł ci przezwyciężyć twoje zapominalstwo i roztargnienie, Minnie. ;) Twój Minho-hyeong.”.

Choi zawsze traktował Taemina jak młodszego brata. Dbał o niego, pomagał mu rozwiązywać różnorakie problemy, niejednokrotnie bronił go przed wiecznie niezadowolonym i marudnym menadżerem. Lee wiedział, że ma oparcie w Minho. A Minho wydawało się, że takie samo oparcie ma w Lee. Ostatnie miesiące uzmysłowiły mu jednak, jak bardzo się mylił.

- Taeminnie, możemy porozmawiać?

- Tak, jasne.

- Czy wiedziałeś, że Jonghyun ma kogoś na boku, że... że mnie zdradza?

- Nie... Nie miałem o tym pojęcia. Skąd w ogóle to pytanie, hyeong?

- Pytam, bo wiem, że przez  ostatni czas bardzo wspierałeś Jonghyuna. Zaczęliście spędzać ze sobą więcej czasu, przez co zbliżyliście się do siebie... Myślałem, że może coś ci powiedział.

- Nie, hyeong. Nic nie wiedziałem. Jego przyznanie się do zdrady było dla mnie takim samym zaskoczeniem jak dla ciebie.

- Prawdę mówiąc, trochę ciężko mi w to uwierzyć, Minnie. Jonghyun musiał się tobie zwierzać... Naprawdę nie miałeś o niczym pojęcia?

- Owszem, zwierzał się. Często wypłakiwał mi się w ramię, narzekał, skarżył się, a niekiedy po prostu siedział obok mnie i milczał. Nigdy mi jednak nie powiedział, że pieprzy się z kimś na boku... Nie obraź się, hyeong, ale trochę mnie dziwi twoje zachowanie. Przecież sam przyznałeś, że wtedy w szpitalu wszystko sobie wyjaśniliście. Powiedziałeś, że wybaczyłeś mu zdradę. A mimo to nadal próbujesz odkryć tożsamość osoby, z którą cię zdradził. Nie uważasz, że...

- Że nie ma to już znaczenia?

- Tak, dokładnie. Hyeong, jeżeli naprawdę go kochasz, to odpuść. Nie dociekaj, nie rozpamiętuj, nie żyj przeszłością. Skup się na tym, co jest teraz. Chyba że chcesz, żeby między wami znowu wszystko się spieprzyło.

- To wcale nie jest takie proste.

- Nie, Minho-hyeong. To jest proste. Tylko ty niepotrzebnie to komplikujesz. Pomyśl o tym w ten sposób – jesteście kwita. W końcu sam przyznałeś, że też nie byłeś święty, prawda?


Taemin opadł bezwładnie na kanapę i podpierając się łokciami o uda, schował twarz w dłoniach. Cała ta sytuacja przytłaczała go i sprawiała, że sam nie wiedział, co ze sobą zrobić. Chciał tylko zapomnieć. Wymazać z pamięci ostatnie kilka miesięcy pozornego szczęścia. Pozbierać i ułożyć w całość kawałki, na które został rozbity.

- Ogarnij się, idioto!

Energicznie pocierając twarz dłońmi, wstał z kanapy, by wrócić do układania rzeczy. Bezwiednie i bez specjalnego zainteresowania wyciągał z pudeł kolejne przedmioty, starając się odgonić od siebie związane z nimi wspomnienia. Tyle że jego myśli nie chciały go słuchać, nie pozwalały mu na spokój. Widmo sytuacji sprzed tygodnia – ich pierwszy występ z Jonghyunem od czasu jego wypadku – powróciło do niego jak bumerang, potęgując jedynie złość i rozgoryczenie. 

W tamtej chwili nic nie miało dla niego znaczenia. Nie liczyło się ani ciasne pomieszczenie, w którym cierpliwie czekali na swoją kolej, ani sztab ludzi przygotowujący ich do wyjścia na scenę, ani nawet Kibum próbujący nawiązać z nim jakikolwiek dialog, mimo że widział – i to bardzo wyraźnie – jak z jego najmłodszym przyjacielem dzieje się coś niedobrego. W tamtym momencie nie istniało nic prócz widoku Jonghyuna i Minho usadowionych przed szerokim lustrem i otoczonych wianuszkiem noon odpowiedzialnych za fryzury i makijaż. Taemin nerwowo zagryzał wargę, starając się nie wybuchnąć, nie uciec gdzieś z dala od wszystkich; z dala od pary, która - pomimo całego skupiska ludzi – co chwilę na siebie zerkała i posyłała sobie czułe uśmiechy. Lee zaciskał dłonie na kolanach, próbując nie patrzeć w jej stronę. Jego wysiłki szły jednak na marne, ponieważ mimo tego, że nie chciał dokładać swojemu rozgoryczonemu sercu dodatkowego bólu, nie potrafił oderwać wzroku od szczęśliwej, zrelaksowanej twarzy Jonghyuna. Nie mógł też zagłuszyć wewnętrznego głosu, który bezustannie mu powtarzał, że tak nie powinno być; że Kim powinien przecież cierpieć tak samo jak on.
Taemin na drżących nogach podszedł do toaletki, gdy przyszła kolej na niego i Kibuma. Starając się nie pokazywać po sobie żadnych emocji, wyminął Jonghyuna, który nawet na niego nie spojrzał zbyt zajęty wpatrywaniem się w Minho. Ciężko opadł na krzesło, wbijając wzrok w wiszące przed nim lustro. Sam sobie posłał godne politowania spojrzenie, dostrzegając własną żałość przebijającą się przez kruszejącą maskę pozorów, zauważając nieporadnie skrywaną zgorzkniałość wychylającą się zza postrzępionej zasłony obojętności. Gdy mimochodem jego wzrok powędrował ku odbiciu postaci siedzących na kanapie, gwałtownie zacisnął dłonie w pięści. Spostrzegł bowiem przelotne spojrzenie starszego Kima, który akurat popatrzył w jego stronę; spojrzenie beznamiętne, zobojętniałe, puste. Oczy Jonghyuna niczego nie wyrażały – żadnego bólu, żalu czy goryczy, nie patrzyły z sentymentem w przeszłość, natomiast ufnie spoglądały w przyszłość, która od czasu pogodzenia się z Minho wydawała mu się wspanialsza niż kiedykolwiek przedtem. To „przedtem” obejmowało także czas, kiedy Jonghyun był z Taeminem; kiedy Lee wierzył, że faktycznie mogliby być razem. Szczęśliwi.

- Hej, Taeminnie… W porządku?

Głos Kibuma i znajome pytanie, które w ciągu ostatnich miesięcy słyszał już nie raz, ściągnęły go na ziemię, kazały porzucić ckliwość i sentymentalność, co zresztą szybko uczynił. Obiecał sobie bowiem, że nie będzie użalał się nad sobą i swoim losem, że nie będzie żył przeszłością, która dla starszego Kima zdawała się nie mieć żadnego znaczenia. Ich wspólna historia była jedynie nic nie wartym epizodem. Tak to widział Jonghyun. Tak to musiał widzieć Taemin.

- Tak, hyung.

Kolejne ukradkowe spojrzenie na odbicie kanapy w lustrze. Widok uśmiechniętych twarzy, roześmianych oczu i ciasno splecionych dłoni.

- Na pewno?

Serce rozsypujące się na drobne kawałki, tyle że…

- Nigdy nie było lepiej, hyung.

Po raz ostatni.

Dźwięk dzwonka wyrwał go ze wspomnień. Rozglądając się nieprzytomnie po pokoju, próbował się uspokoić i powstrzymać cisnące się do oczu łzy. Chwilę później udał się do przedpokoju, rzuciwszy przelotne spojrzenie lustru i upewniwszy się, że wygląda tak jak powinien – obojętnie. Widok osoby, którą zobaczył po otwarciu drzwi, wywołał u niego nikły uśmiech.

- Cześć, hyung.

Kai niedbale opierał się dłonią ścianę, uśmiechając się zawadiacko. Taemin bez słowa przesunął się w przejściu, wpuszczając przyjaciela do środka. Jongin zrzucił buty, od razu zaczynając rozglądać się z zainteresowaniem po niedużym mieszkaniu.

 - Muszę przyznać, że ci zazdroszczę. Też bym chciał mieszkać sam, a nie z tą bandą popieprzeńców.

- Przecież zawsze możesz tu wpadać. – Taemin odgarnął z czoła przydługą grzywkę, obserwując Kaia – Myślę, że Junmyeon będzie mi wdzięczny za trzymanie twojego wrednego języka z dala od dormu.

- Pewnie masz rację. – Jongin parsknął, biorąc do ręki granatowy notatnik i marszcząc brwi na widok napisanych na okładce życzeń -  Myślałem, że nie będziesz brał ze sobą tych wszystkich sentymentalnych pierdół.

Lee wzruszył ramionami, uciekając wzrokiem w podłogę. Jongin wiedział o wszystkim. Był jedyną osobą, której Taemin odważył się powiedzieć o Jonghyunie. Młodszy chłopak bardzo go wspierał, tyle że na swój własny, pokręcony sposób. Bo mimo wszystkich swoich wad, paskudnego charakteru i egoistycznego podejścia do życia on nadal był jego przyjacielem. I to jak do tej pory jedynym, który nigdy nie zawiódł jego zaufania.

Kai westchnął ciężko, odkładając notes na miejsce. Stanowczym krokiem podszedł do przyjaciela i mocno zacisnął dłonie na jego biodrach. Szarpnął za nie, zwracając starszego przodem do siebie.  

- Przestań się nad sobą rozczulać, Tae. – jedna z dłoni bruneta złapała za brodę Lee, unosząc jego twarz tak, aby patrzyli sobie w oczy – Fakt, Jonghyun potraktował cię jak dziwkę, ale już ustaliliśmy, że karma to suka i go dopadnie. Pamiętasz, co ci mówiłem – skoro jego sposobem na rozwiązywanie problemów jest myślenie kutasem a nie głową, to prędzej czy później znowu zdradzi Minho. Tylko to ma cię nie obchodzić, słyszysz? Masz się tym nie przejmować... Zrozumiałeś?

Przez chwilę mierzyli się na spojrzenia – Kaia ostre i zdecydowane, a Taemina zagubione i zbolałe. W końcu starszy głośno przełknął ślinę, kiwając głową. Jongin pochylił się nad nim, łącząc ich wargi w szybkim, nic nie znaczącym buziaku.

- Chcesz, żebym ci pomógł rozpakować resztę kartonów?

Chwyciwszy dłoń Kaia, Lee pokręcił głową.

- Chcę, żebyś mnie zerżnął. Tak, że zapomnę o wszystkim.

Jongin uśmiechnął się, mocniej ściskając rękę przyjaciela i bez słowa dał się poprowadzić do sypialni. 




Po wielu trudach, długich przerwach i kilku załamaniach weny nareszcie udało mi się skończyć Dirty Pleasure. Sama nie wiem, czy jestem do końca zadowolona z tego, jak to wszystko wyszło, ale ocenę pozostawiam Wam - tym, którzy tu nadal zaglądają, każdemu, kto komentował, czytał, klikał swoje opinie.
Dziękuje za poświęcenie chwili mojemu maleństwu. :3
 Mam w planach coś jeszcze napisać i oczywiście wrzucić, ale z moim Wenem nigdy nic nie wiadomo, a studia też nie pomagają mi w znajdywaniu chwili na pisanie. Lecz mimo wszystko mam nadzieję, że kiedyś wrócę. (^^)
 Chcę bardzo, bardzo podziękować Jung Chae Jin za pomoc, wsparcie, mentalne kopniaki i po prostu za wszystko. Bez Ciebie, słoneczko, DP prawdopodobnie nigdy by nie dobiło do końca. :*

czwartek, 29 maja 2014

Comeback


Nareszcie matury się skończyły,
 a ja z nową energią wracam do pisania. ^^
Mam nadzieję, że jeszcze ktoś tu zagląda
 i będzie się chociaż trochę cieszył na mój powrót ;P
Jeśli mam być szczera, to te dwa miesiące 'pisarskiej abstynencji' 
były dla mnie straszne.
Dlatego też zregenerowałam się po maturze, 
odświeżyłam wygląd bloga i wzięłam się za pisanie. ^^
Niedługo powinien się ukazać kolejny rozdział "Dirty Pleasure",
a na razie zapraszam was do lektury oneshota z pairingiem,
 o którym myślałam że nigdy nic nie napisze.
 Jednak mój drogi Wen lubi zaskakiwać. ^^
Więc miłej lektury!

Jeszcze jedna krótka informacja: zapraszam was serdecznie na bloga mojej kochanej przyjaciółki!!!
Link w tej nazwie: keep-on-standing-still 





MinKey

Tytuł: Still waiting
Gatunek: AU, angst, smut
915 słów





Czekał.

Czekał w pokoju, w którym jedynym źródłem światła była mdła poświata bijąca od ulicznych latarni.

Czekał nagi i drżący, rozciągnięty na łóżku. Co chwilę zerkał na zegarek, mrużąc powieki przez jaskrawe cyfry.


23:30


Już nie przyjdzie.



Frontowe drzwi zaskrzypiały w proteście. Z korytarza dało się posłyszeć szelest zdejmowanej kurtki i ciężkie westchnięcie, a potem stłumione kroki. 


Czuł, jak spina się cały w oczekiwaniu. Kilkoma nerwowymi ruchami poprawił blond grzywkę, układając się na plecach i wysuwając nogę spod krwistoczerwonej kołdry. Drzwi otworzyły się powoli i stanęła w nich wysoka postać. 


- Późno przyszedłeś.


Brunet wzruszył ramionami, rozpinając mankiety swej koszuli i ruszając w stronę łóżka. Blondyn podniósł się, wyciągając dłonie w stronę idącego ku niemu mężczyzny. Jego długie, zwinne palce powoli rozpinały śnieżnobiałą koszulę, odsłaniając kawałek po kawałku cudownego, opalonego, umięśnionego ciała. Dłońmi przejechał po twardych mięśniach brzucha, przygryzając jednocześnie wargę z zachwytu. 


- Jak ci minął dzień, Minho?


Palce wsunęły się za linię spodni, a później powoli je rozpięły. Język zatoczył kółko wokół pępka.


- Mógłbyś się zabrać do roboty, a nie gadać?


Jasnowłosy skłamałby, gdyby powiedział, że ten głos go nie ruszał, nie podniecał, nie przyprawiał o przyjemne dreszcze. On go uwielbiał. Tak samo jak jego właściciela.  


Sprawnie zsunął materiał spodni wraz z bokserkami. Odsunął się, robiąc miejsce swojemu kochankowi. Oczami błyszczącymi rosnącym pożądaniem przyglądał się, jak Minho odkłada starannie złożone ubrania na krzesło, a potem układa się na łóżku. 

Kibum, niczym kot, prześlizgnął się pomiędzy nogami kochanka, chwytając jego penisa w dłoń i przesuwając po nim stanowczo kilka razy. Chciał, żeby Choi’emu było dobrze. Całe jego jestestwo od roku nastawione było na sprawianie mu przyjemności. Nie łączyło ich nic więcej prócz seksu i Kim doskonale wiedział, że to się nigdy nie zmieni. Zawsze będzie wyczekiwał Minho, który pojawi się lub nie. Zawsze będzie - tak jak do tej pory - jedynie zwykłym pionkiem, zabawką, odskocznią od nudnej codzienności. Choi wciąż będzie ustalał wszystkie zasady i wydawał rozkazy. A Kibum nadal będzie oddawał mu się całkowicie, zgadzając się na wszystko. Nawet na ból i cierpienie. Na brak miłości. Byleby tylko móc zaznać odrobiny intymności.


Kim z szelmowskim uśmiechem spoglądał na odchyloną do tyłu głowę Minho, gdy – niby od niechcenia – leniwie przesuwał językiem po czubku jego penisa. Kilka szybkich ruchów ręką, kilka wolnych i liźnięcie. Zabawa w kotka i myszkę. 


- Kibum, do kurwy nędzy, nie baw się...


Ostry głos, na który tylko czekał. 


Uwielbiał każdą cząstkę Minho. Jego głos, zapach, ciało... I jego przyrodzenie. Ogromne, stojące dla niego na baczność i wściekle czerwone. Wielbił delikatność jego skóry wyczuwalnej pod językiem i każdą pulsującą żyłkę. Swoimi ustami pochłaniał je całe, ssąc zawzięcie i mocno. Jego głowa poruszała się szybko w rytm nadawany mu przez rękę wplecioną we włosy. Prawie się dusił, ale to nie było ważne.


Najważniejszy był zawsze Minho. 


Oderwał się od krocza bruneta, gdy tylko dłoń z głowy znikła. Wiedział, co nadchodzi. To, na co czekał cały ten czas, każdą jedną pojedynczą godzinę w ciągu dnia. Drżał na wspomnienie poprzednich razów i już tęsknił za kolejnymi. Taemin w przypływie złości nazwał go kiedyś masochistą, raniącym się na siłę. Ale Taemin był tylko głupim dzieciakiem, jego malutkim braciszkiem, który nigdy nie zaznał bliskości z mężczyzną takim jak Choi. Z takim, który był jak narkotyk.


Kibum, ułożony na brzuchu, wypięty i upojony szczęściem, przyjmował każde pchnięcie. Minho nigdy nie bawił się w czułości. One były przeznaczone tylko dla Jinri, nie dla niego. I gdyby zaczął ich żądać, to wszystko by się skończyło. Zostałaby złamana jedna z zasad, a to by wystarczyło, aby brunet zniknął z jego życia. A to zabiłoby Kima. I dlatego, pomimo że czuł krew spływającą po udzie z nie do końca zagojonej rany powstałej podczas poprzedniego razu, nie protestował. Ból paraliżował mu ciało, a erekcja Minho rozrywała go na pół, ale to było wszystko, co mógł mieć. Wszystko, czego pragnął.


Gorąca sperma zalała jego wnętrze, a on ostatkiem sił zacisnął krążki mięśni wokół jego penisa, próbując zatrzymać go przy sobie na trochę dłużej. Chciał go czuć choć jeszcze przez moment. Chciał udawać, że wszystko to znaczy coś więcej.


Minho wyszedł z niego i usiadł na krańcu łóżka, zapalając papierosa. Nie patrzył na blondyna ani na plamę krwi zmieszanej ze spermą na pościeli. Zaciągnął się nikotyną w ciszy nieczuły na ciche, wywołane bólem jęki kochanka.


Kim oddychał ciężko, próbując uspokoić szaleńczo bijące serce. Erekcja opadała przez niewyobrażalny ból, a on sam siłą woli walczył ze łzami. I gdy Minho skończył swojego papierosa i zostawił go, idąc pod prysznic, rozpłakał się. Bolało go ciało i serce, lecz mimo tego całego cierpienia paradoksalnie pragnął więcej. Jeszcze więcej. Jeszcze intensywniej.


- Nie rycz. Nie zachowuj się jak baba. – Minho stanął tuż przy łóżku niewzruszony i skupiony tylko na wiązaniu krawata. – Jutro mnie nie będzie i do końca tygodnia też nie. Wyjeżdżam z Jinri i Yoogeuniem na wakacje i raczej nie prędko wrócę.


- Kiedy przyjdziesz? 

Jego głos był tak cichy, że sam ledwo się usłyszał. Zbierał w sobie siły, by zadać to pytanie jeszcze raz pewny, że Minho go nie usłyszał. Choi jednak spojrzał na niego zirytowany. 


- Mógłbyś słuchać tego, co do ciebie mówię? Powiedziałem przecież, że wyjeżdżam. – Kilkoma ruchami ułożył włosy i poprawił marynarkę. – Czekaj na mnie. Jak wrócę, to przyjdę. 


Bez słowa więcej odwrócił się i wyszedł. 


Kibum oddychał już powoli, ale wciąż ciężko. Wpatrywał się w łunę księżyca, która odbijała się w lustrze, próbując przepędzić od siebie myśli o bólu.


Czekaj na mnie.



Nigdy nie robił niczego innego, tylko czekał. 


Zawsze na niego czekał.


I już zawsze będzie na niego czekać.











czwartek, 17 października 2013

Dirty Pleasure IV

Przepraszam!
Nie było mnie chyba z miesiąc, za co bardzo przepraszam wszystkich, którzy tu zaglądają. :*
Nie do końca pojmuję, co mnie podkusiło do zakładania bloga w klasie maturalnej, gdy pracy jest dwa razy więcej, ale chyba nie będę tego analizować. ;) 
Postaram się tylko jakoś znajdować czas na pisanie, bez którego i tak nie mogę żyć, i nieregularnie będę tu coś publikować. ;3
A teraz spróbuję jakoś wynagrodzić wszystkim zainteresowanym moją nieobecność. ^^ 
Ten rozdział może nie jest niesamowicie długi, ale kolejny nadrabia. ;P 
Poza tym, jeśli moja kochana Becia da radę, to w weekend wrzucę króciutkiego OneShota z JongKey.
Nie przedłużając, zapraszam na kolejny rozdział Dirty Pleasure ^^








Z każdym kolejnym dniem życie Taemina coraz bardziej przypominało jeden, wielki bałagan, zamieniało się w chaos, w którym on nie potrafił się odnaleźć. Coraz częściej łapał się na tym, że ma ochotę uciec. Z dormu, z Seulu... Po prostu zacząć biec, nieważne gdzie, nieważne dokąd, byleby tylko zostawić swoje problemy daleko w tyle, porzucić je jak nieprzydatny bagaż, który niepotrzebnie ciąży w dłoni. Naprawdę bywały chwile, kiedy chciał zniknąć. A moment konfrontacji z Onew był jedną z takich chwil.

Starszy Lee może i wydawał się być ciamajdą, lecz w środku był prawdziwym liderem z krwi i kości. I miał cholerny szósty zmysł, który niejednokrotnie komplikował pewne sprawy. Jinki był typem osoby, która uważnie obserwowała i analizowała zachowania, a potem niespodziewanie atakowała swoją ofiarę gradem pytań i miażdżyła podejrzliwym spojrzeniem.

Tamtego dnia, kiedy Minho i Kibum wybyli razem na zakupy, a Jonghyun po prostu wyszedł bez słowa, zostawiając Jinki’ego i Taemina samych w dormie, lider postanowił skorzystać z nadarzającej się okazji i przeprowadzić z maknae poważną rozmowę; rozmowę z rodzaju prowadzonych w „cztery oczy”.

Taemin od dobrej godziny bezmyślnie wpatrywał się w ekran telewizora, nie zwracając zbytnio uwagi na to, co leci. W jego głowie nieprzerwanie odtwarzało się wspomnienie nocy, którą spędził z Jonghyunem. To było jak wielokrotne oglądanie tego samego filmu i przeżywanie go za każdym razem od nowa. Lee mógłby nazwać go nawet bajką, spełnieniem swoich najskrytszych marzeń, gdyby nie nieszczęśliwe zakończenie, jedno, konkretne słowo, które zostało wykrzyczane w ekstazie, imię nie pozostawiające żadnych złudzeń, przekreślające utopijne fantazje, wznoszące potężny mur pomiędzy rzeczywistością a wyobraźnią. I mimo, że zdrowy rozsądek ostrzegał Taemina, że może zrobić sobie krzywdę, chłopak był gotów uderzać w tą ścianę nawet głową, byleby ją tylko zburzyć.

Myśli tak pochłonęły maknae, że nawet nie zauważył opierającego się o ścianę Jinki’ego.

- Taeminnie... Powiedz, co się dzieję? Widzę po tobie, że coś cię gryzie.

- Wydaję ci się, hyung. – Młodszy Lee uśmiechnął się najsłodziej, jak tylko potrafił. – Wszystko jest w porządku.

- Gówno prawda. – Onew przysiadł na kanapie tuż obok Taemina. – Gdyby wszystko było w porządku, nie siedziałbyś tutaj jak szczeniak czekający na karę i nie wpatrywałbyś się w debatę po arabsku. Więc z łaski swojej nie okłamuj mnie, tylko mów, co się dzieję. 

Chłopak spłonął rumieńcem, szybko przerzucając kanał. Uparcie wpatrywał się w powtórkę „Boys over flower”, czując na sobie palące spojrzenie Jinki’ego. Czuł, jak jego serce przyspiesza i to do tego stopnia, że był niemal pewny tego, że Onew również słyszy jego bicie.

Taemin nigdy nie umiał kłamać przed liderem, który – odkąd pamiętał – był dla niego jak starszy brat. Zawsze wysłuchiwał wszystkich jego smutków i zażaleń, ofiarowywał mu swoje ramię do szlochania, a jeśli zaszła taka potrzeba to i siebie całego do przytulania. Niemniej jednak to, co wydarzyło się pomiędzy nim a Jonghyunem nie było czymś, co Onew lub ktokolwiek inny by zrozumiał. Sam Taemin tego nie rozumiał. To się po prostu stało, a on nie umiał – albo raczej nie chciał – protestować. I choć jego serce porozpadało się na maleńkie kawałeczki, nie żałował niczego. Jedyne, co przysparzało mu jeszcze większego bólu niż porozbijane serce, to sumienie, które zżerało go od środka. Poza tym, pozostawał jeszcze Jonghyun, który od tamtego czasu nie odezwał się do niego ani słowem.

- Minnie... – Onew delikatnie ścisnął ramię Lee. – Jeśli przejmujesz się tym, co się dzieję pomiędzy Minho i Jjongiem, to przestań. Obaj są dorośli. Co prawda zachowują się jak dzieci, ale jednak są dorośli. Skoro nie potrafią się dogadać... To ich sprawa.

Pomiędzy nimi zapadła cisza. Taemin zaciskał mocno wargi, bojąc się, że jeszcze chwila a wybuchnie, wyrzuci z siebie wszystko, co go martwi i boli. Kątem oka spojrzał na lidera. Widział, jak Jinki szykuje się do tego, aby coś powiedzieć. Na szczęście, przed nieuchronnymi pytaniami uratował go trzask drzwi i donośny głos Kibuma.

- Jesteś całkowitym idiotą, wiesz o tym?!

- Key, proszę... Daruj sobie. Nie chcę rozmawiać na ten temat.

- Dobra! Nie to nie! Tylko potem, do kurwy nędzy, nie przychodź do mnie się wyżalić! Bo mam serdecznie dość ciebie i tego wszystkiego! Rzygam tym!

Kibum przeszedł przez korytarz niczym gradowa chmura, która nie omieszkała trzasnąć drzwiami po wejściu do sypialni. Onew westchnął ciężko i mrucząc coś pod nosem o „ujarzmianiu bestii” ruszył do pokoju, który dzielił z młodszym Kimem. Lee przysłuchiwał się przytłumionej kłótni i ciężkiemu oddechowi Minho, stojącego w korytarzu. W końcu Choi wszedł do salonu, uśmiechając się tak smutno, że sumienie Taemina po raz kolejny dało o sobie znać. Taemin czuł, jak cisza powoli go zabija, a głowa huczy od oskarżeń, jakie sam sobie stawiał. Odchrząkując nerwowo kilka razy, zacisnął dłonie na spodniach i odezwał się słabym, drżącym głosem:

- Hyung, jak się trzymasz?

Minho spojrzał na niego zmęczonymi, zmartwionymi i zasmuconymi oczami.

- Słabo, Minnie...

- Może powinieneś go przeprosić?

- Ja? – Minho prychnął. – Nie mam za co go przepraszać. To on nic mi nie mówi i spiskuje za moimi plecami.

- Nie jesteś zbyt przewrażliwiony, hyung? To przecież...

- Taeminnie, nie wtrącaj się. Proszę. Wiem, że on z tobą rozmawia, ale wątpię, żeby powiedział ci wszystko, co ma na sumieniu.

- Ale...

- Nie. – Minho wstał. Delikatnie pogłaskał Taemina po czuprynie. – Nie przejmuj się.

Lee wpatrywał się w odchodzącą sylwetkę Choi’ego. W końcu odwrócił głowę i zacisnął powieki. Wyrzuty sumienia – jak jakiś potwór – gryzły go coraz mocniej i natarczywiej, szarpały go i paliły, doprowadzały do szaleństwa. Czuł się przez nie okropnie. Minho cierpiał. Jonghyun cierpiał. A on jeszcze bardziej wszystko komplikował.

Łzy napłynęły mu do oczu, gdy po raz kolejny pomyślał o Jjongu. Gubił się w tym, co czuł, w tym, co dawał mu do zrozumienia starszy i w tym, co wiedział, że jest słuszne. Miał istną dżunglę w głowie, nie potrafił się w niczym odnaleźć. Wiedział tylko, że egoistycznie cieszy się z bliskości otrzymywanej od Kima.

Z sercem niemal z ołowiu ułożył się na kanapie. Chciał odpocząć, przynajmniej na chwilę zapomnieć, o niczym nie myśleć. Piskliwy dźwięk telefonu pokrzyżował jednak jego plany. Co więcej, ta konkretna melodia była przypisana tylko jednej osobie. I to właśnie tej, która odpowiedzialna była za cały ten mętlik w głowie Taemina.

Lee przesunął językiem po suchych wargach, wpatrując się w dzwoniący telefon. Chciał znów usłyszeć głos Jonghyuna, wymawiającego jego imię w ten charakterystyczny, pieszczotliwy sposób. Drżącą dłonią sięgnął po komórkę i przycisnął ją do ucha.

- H-halo?

- Minnie... – Ciepły głos przyprawił go o zawroty głowy. – Minnie, przyjedź tam, gdzie ostatnio.

- Po co, hyung?

Cisza.

- Hyung?

- Potrzebuję cię.

Serce Lee zatrzymało się na ułamek sekundy, a potem wypełniło ciepłem.

- Dobrze, hyung. Przyjadę.

*


Leżał na tym samym łóżku, co tydzień temu. W tym samym pokoju. Znowu z nim. Znowu całkowicie mu oddany. Jonghyun obsypywał mokrymi pocałunkami każdy skrawek jego ciała, wędrował językiem wzdłuż zarysów mięśni. A Taemin niemal zapominał, że starszy należy do niego tylko przez tą krótką godzinę. Prawie zapominał o tym, co czuł, w co uparcie się pakował. Zapominał też, że ma złamane serce i że Kim go nie kocha. Oddając się błogości chwili, nie myślał o tym, że Jonghyun nigdy nie odwzajemni jego uczuć. Był mu potrzebny. Tu i teraz. Przez godzinę, dwie, ale był. I to wystarczało, aby radować go przez ten krótki czas.

Ciepły język i sprawne dłonie Jonghyuna doprowadzały umysł Taemina do tego niesamowitego, niepowtarzalnego stanu błogiego odurzenia. Wszystkie swoje zmysły skupiał na odbieraniu bodźców i to było najwspanialsze. Czuł gorący oddech na swojej skórze, ruch pełnych warg na podbrzuszu... Tylko słowa były z dala od niego. Nie chciał ich słyszeć, nie potrzebował ich. Bez słów było lepiej. Bez słów mniej bolało. Lee wydawał z siebie najróżniejsze gamy dźwięków, ale docierały one do niego stłumione, jakby zza grubej ściany. I gdy orgazm przelał się oczyszczającą falą przez jego drobne ciało, odpłynął uszczęśliwiony.

*



Gdy się obudził, za oknem było już ciemno. Nerwowo spojrzał na telefon, wzdychając z ulgą, że nie jest jeszcze aż tak późno, jak mu się wydawało. Przecierając swoje zaspane oczy, rozejrzał się po pokoju. Tuż obok niego spał Jonghyun. W półmroku wypełniającym pomieszczenie twarz Kima wydawała się być jeszcze przystojniejsza. Taemin uśmiechnął się delikatnie, sięgając ku włosom starszego. Delikatnie pieścił między palcami brązowe kosmyki, będąc zachwyconym ich miękkością. Potem powoli, starając się nie zbudzić swojego hyunga, ruszył do łazienki, zbierając po drodze swoje ubrania.

Ciepła woda była tym, czego potrzebował. Koiła jego nadwerężone ciało i łagodziła zmysły. Chłopak odchylił do tyłu głowę, pozwalając ciężkim kroplom opadać na swoją twarz. Był zrelaksowany. Starał się nie dopuszczać do siebie myśli, że niebawem wróci do dormu i całą jego tymczasową bajkę szlag trafi. Postanowił pomyśleć o tym później.

Pogrążony we własnych doznaniach nie zorientował się, że nie jest sam w łazience. Wzdrygnął się gwałtownie, gdy nagle duża dłoń nakryła jego kroczę. Palce Jonghyuna zawinęły się wokół jego męskości, a miękkie usta złapały za płatek ucha. Lee odchylił się w stronę drugiego ciała, wzdychając z budującej się w nim przyjemności. Dłoń na jego penisie przyspieszała swoje ruchy, a druga mocno ścisnęła pośladek. Po chwili krótkie palce Kima zaczęły zataczać kręgi wokół wejścia maknae, wślizgując się do środka jeden po drugim. Taemin jęknął z przyjemności, nabijając się na palce coraz bardziej i bardziej. Obraz przed jego oczami rozmywała woda, tak gorąca, że wydawała mu się niemal wrząca. Gdy obie dłonie Jonghyuna zniknęły, Lee instynktownie przygotował się na więcej. Pchnięty, mocno oparł się o ścianę, wypinając w stronę Jjonga, by po chwili poczuć się przyjemnie, a jednocześnie boleśnie wypełnionym. Ruchy Kima były szybkie i brutalne. Jego palce zaciskały się mocno na wąskich biodrach maknae, a sam Taemin niemal tarł twarzą po ścianie, jęcząc bezwstydnie coraz głośniej. Dłoń Jjonga owinęła się wokół członka młodszego, stymulując go w rytm coraz gwałtowniejszych pchnięć. Mocniejszych i głębszych. Kciuk starszego drażnił czubek penisa maknae, rozsmarowując po nim soki.

Orgazm uderzył w niego nagle, niemal zwalając go z nóg. Będąc prawie że przyklejonym do ściany, przyjmował ostatnie pchnięcia Jonghyuna, nim cudownie przyjemne ciepło nie zalało jego wnętrza. Kim wyszedł z niego, oddychając ciężko.

- Minnie... Dziękuję.

Taemin obrócił się do starszego z delikatnym uśmiechem na zaróżowionej twarzy.

- Obiecałem ci, że cię nie zostawię. Dotrzymam słowa, hyung.

Kim przyciągnął go do zagłuszającego poczucie winy pocałunku. Woda powoli zmywała z nich ślady jakiegokolwiek zbliżenia.

środa, 11 września 2013

Dirty Pleasure III

Zapraszam na kolejną część „Dirty Pleasure”. ^^
Dziękuje ślicznie wszystkim komentującym i zachęcam też innych do komentowania. ;)) 







Taemin czuł się źle. Za każdym razem, gdy jego spojrzenie padało na Minho, odzywały się w nim wyrzuty sumienia. Musiał przyznać, że całowanie się po kryjomu z Jonghyunem cieszy go, ale jednocześnie napawa strachem. Obawiał się tego, co przyniesie cała ta sytuacja, a czarne scenariusze, które bezwiednie układały się w jego głowie, wcale nie dodawały mu otuchy, a wręcz przeciwnie- działały na niego destrukcyjnie. Przygnębiała go również świadomość tego, że tak naprawdę nie wie, co i ile znaczą dla Jjonga te wszystkie intymne chwile, które razem spędzali. Lee nie potrafił zgadnąć, co czuje do niego starszy. Jedyną rzeczą, którą usłyszał od Jonghyuna było to, że ten go potrzebuje. Lee zastanawiał się tylko na jak długo, ale nie miał w sobie wystarczająco dużo odwagi, aby o to zapytać.

Za każdym razem, gdy usta Jonghyuna z ogromną siłą miażdżyły jego własne, odbierało mu nie tylko oddech i mowę, ale i umysł. Duże, męskie, przyjemnie ciepłe dłonie, które wkradały się pod jego koszulkę powodowały to, że na niczym nie potrafił się skupić. Nieustannie męczyły go chaotyczne, nieskładne myśli i fragmenty wspomnień, nad którymi, mimo szczerych starań, nie potrafił zapanować. Dręczyły go one zarówno w ciągu dnia jak i w nocy, rano i wieczorem, podczas wywiadów, nagrań, występów albo tak jak w tej chwili – podczas treningu.

Ciężko oddychając, oparł się o zimną ścianę. Od czasu do czasu ocierał pot z czoła i skroni. Pomimo pięciu lat grania, ich próby w ogóle się nie zmieniły. Były równie cholernie męczące, niemal katorżnicze, jak te za czasów debiutu. W pewien sposób – beztroskiego debiutu.

Minnie zjechał plecami po ścianie, usadawiając się wygodnie na podłodze i uspokajając swój nierównomierny oddech. Rozejrzał się dookoła, obiegając chłopaków wzrokiem. Onew stał przy drzwiach i rozmawiał z menadżerem, a Minho siedział na przeciwległym końcu sali z Key leżącym mu na kolanach. Jonghyuna nie było. Kim spędzał ze wszystkimi tyle czasu, ile wymagały tego próby. Potem jednak uciekał. Izolował się.

Lee zagryzł delikatnie wargę, cichutko wstając i wymykając się z sali. Przemierzając kolejne korytarze wytwórni, po raz kolejny rozmyślał o sobie, Jonghyunie i Minho. O tym pieprzonym trójkącie, którego mimowolnie stał się częścią. I chociaż sumienie zżerało go od środka, to nie potrafił przezwyciężyć tego cholernego przyciągania, magnetyzmu, który roztaczał wokół siebie Kim.

Jonghyuna znalazł na dachu SM, skrytego w cieniu i palącego kolejnego z rzędu papierosa. Z szybko bijącym sercem, jak zawsze, kiedy był w pobliżu starszego, podszedł do niego i usiadł tuż obok. Przez chwilę panowała między nimi cisza, która w żadnym stopniu nie była niezręczna. Papieros malał, aż w końcu drżące palce wgniotły go w beton. Męska dłoń przejechała po nodze Taemina, aby napotkać tą mniejszą, chłopięcą i spleść się z nią.

- Widziałeś ich? – Głos Jonghyuna był zachrypnięty i lekko zduszony. – Widziałeś, jak Minho zachowuje się przy Kibumie? Jak skacze wokół niego? Jak pozwolił mu na sobie leżeć? Jak...

- Hyung... – Szczupłe ramiona maknae oplotły szyję starszego. Nie chciał słuchać o Choim. Nie teraz. – Hyung, nie zadręczaj się.

Dłonie Kima wślizgnęły się pod koszulkę Taemina, gładząc delikatnie plecy. Lee z cichym westchnięciem wtulił twarz w pachnące potem i ledwo wyczuwalną wonią arbuzów włosy Jjonga. Nie wiedział, jak długo tak siedzieli, napawając się jedynie ciszą i spokojem. Przez ten krótki czas Taemin czuł się zrelaksowany, nie myślał o niczym. Skupiał się tylko i wyłącznie na cieple ciała, którego tak pragnął.

W końcu jednak Jonghyun odsunął się od niego, uśmiechając się smutno i wstając. Bez słowa wrócili na salę. 



*
Milczeli przez całą drogę do dormu. Po wejściu do mieszkania wszyscy błyskawicznie rozeszli się w swoje strony, a później w nieprzyjemnej ciszy jedli przygotowany przez Kibuma obiad. Jedynie Onew próbował co jakiś czas zagaić rozmowę na jakikolwiek temat, byleby tylko przezwyciężyć tą niezręczność utrzymującą się między członkami zespołu. Byli przecież SHINee, do cholery!

Taemin widział, jak Jonghyun zaciskał pięść pod stołem za każdym razem, gdy Minho kradł pęd bambusa z miski Key. Lee pamiętał swoją własną zazdrość i złość, kiedy w czasie posiłków Jjong i Minho karmili się nawzajem. Dłoń maknae prędko schowała się pod stół i okryła tą należącą do Kima. Bling uśmiechnął się nieznacznie.  

Po skończonym posiłku, SHINee zaczęło się wymykać z kuchni. Kibum stanął na środku pomieszczenia, patrząc na pozostałych w swój niepowtarzalny, ummowaty sposób.

- Ekhem! Czy ja mam sam to, kuźwa, sprzątać?! Nie za dobrze wam, do cholery?! 


Taemin powoli się wycofywał, chcąc jak najszybciej znaleźć się w pokoju, gdy w progu wpadł na wracającego z salonu, uśmiechniętego Minho.  

- Ja ci pomogę, Bummie. – Tae zerknął na nich kątem oka, dostrzegając, jak Choi delikatnie głaszcze ramię blondyna, a potem, jak gdyby nigdy nic, bierze się za zmywanie. – Pogramy potem w coś?

- Chyba zwariowałeś. – Kibum wywrócił oczami, zakasując rękawy i łapiąc ścierkę w dłonie. – Wiesz, że dla mnie te wasze głupkowate gry to czarna magia. W ogóle ich nie ogarniam.

Minnie wyszedł z kuchni, zatrzymując się jednak w pół kroku. Przy ścianie stał Jonghyun, przysłuchujący się rozmowie prowadzonej w kuchni.

- Żaden problem. – Głos Minho był radosny, żywy. – Pokażę ci, jak się gra. Jestem zajebistym nauczycielem.

- I do tego bardzo skromnym.

- Oj weź, Bummie! Nie daj się prosić!

- A co będę z tego miał?

- Jutro spełnię każdą twoją zachciankę.

Lee czym prędzej podszedł do Jonghyuna, złapał go za rękę i poprowadził w stronę przedsionka. W zawrotnym tempie założyli buty i wyszli, trzaskając drzwiami.



*

Park nie był zbyt zapełniony o tej porze. Jedynymi osobami w zasięgu wzroku było starsze małżeństwo siedzące kilka ławek od nich. Taemin obserwował, jak staruszkowie śmieją się z czegoś, rozmawiając ze sobą przyciszonym głosem. On i Jonghyun byli w parku od dobrej godziny, w ciągu której starszy zdążył już wypalić połowę paczki swoich mocnych papierosów i wypić pół butelki soju. Płakał i drżał, a młodszy uspokajająco głaskał go po plecach.

- Mam dość, Minnie. – Głos Jjonga był zachrypnięty. – Tęsknię za nim... Tak strasznie za nim tęsknię, mimo że jest on tuż obok. Chcę znowu się w niego wtulić. Znów się z nim całować i wygłupiać. On nie chce mnie przeprosić, a ja nie mam zamiaru przepraszać go za coś, co nie było moją winą.

- Hyung... – Taemin przyjrzał się dokładnie lekko zapuchniętej twarzy Kima. – Czy możesz mi powiedzieć, o co tak naprawdę się pokłóciliście?


 Zapadła między nimi cisza. Starsza para powoli szła w stronę wyjścia z parku. Kim przyglądał się jej, zagryzając policzek od wewnątrz. W końcu westchnął z frustracji.

- O moich rodziców...

- O rodziców? – Taemin zamrugał zdezorientowany. Rodzice Blinga byli najwspanialszą i jednocześnie najbardziej niezwykłą parą, jaką Lee spotkał w całym swoim życiu. – Chyba nie rozumiem.

- Moi rodzice chcą zaprosić nas i rodziców Minho na obiad. Chcą się z nimi poznać. Jednak to by się równało z naszym ujawnieniem, a wiesz dobrze, jaki jest ojciec Minho.

Lee zagryzł wargę. O ile rodzice Jonghyuna byli sympatyczni, otwarci i tolerancyjni, co zawsze go dziwiło, tak rodzice, a głównie sam ojciec Choi’ego, byli ich całkowitym przeciwieństwem. Do tej pory maknae pamiętał jedną awanturę, jaką miał Minho przez zespołowy fanservice. Gdyby nie interwencja managera, która załagodziła sytuację, nie wiadomo, jak zakończyłby się ten spór.

- Tłumaczyłem rodzicom, że to nie jest dobry pomysł i zakreśliłem im sytuację w domu Minho. Ostatecznie odpuścili, przynajmniej mój tata odpuścił, ale zmartwili się. Oboje uwielbiają Minho i moja mama pomyślała, że może powinni porozmawiać z jego ojcem. – Jonghyun zapalił kolejnego papierosa. Po krótkiej chwili milczenia mówił dalej. - Minho, jak się o tym dowiedział, wściekł się na mnie. Stwierdził, że nie powinienem rozpowiadać wszystkim o jego relacjach z rodzicami. Oczywiście mnie tym wkurwił, no bo... Do cholery, no! To moi rodzice! Moi rodzice, którzy traktują go jak syna, którzy nas wspierają! To nie jest byle kto! To są ludzie, którym ufam najbardziej na świecie!

- A nie uważasz, że to on powinien załatwić tą sprawę?

- Tak, ale... Po prostu... Ja czuję się tak lekko i cudownie z faktem, że moi rodzice o nas wiedzą. Chciałem, żeby on poczuł to samo, żeby on też przestał się tym martwić... Ale Minho stwierdził, że zrobiłem to z egoizmu, że desperacko próbuję podkreślić to, że jest mój. – Kim pokręcił głową z krzywym uśmiechem. – To w ogóle nie ma sensu. Nie wiem, skąd on to wziął, ale zabolało. Bo ja naprawdę myślałem tylko i wyłącznie o nim... A w zamian za to dowiedziałem się, że nie powinienem się wpieprzać w jego prywatne sprawy.

Taemin spojrzał w górę, nie wiedząc, co powiedzieć. Niebo było mieszaniną kolorów. Od jasnego błękitu, przez róż, po brzoskwiniowy odcień pomarańczy. Pojedyncze chmury odcinały się ciemnym zarysem. Lee zamknął oczy. Jonghyun cierpiał, a on razem z nim. Dlaczego wszystko musiało być tak trudne, tak skomplikowane?

- Kocham go, Minnie. Ale bycie razem jest dla nas tak cholernie trudne...

Głowa Jjonga opadła na kolana maknae. Młodszy przyjrzał się profilowi przyjaciela, jednocześnie wplatając palce w jego miękkie włosy. Kim przymknął oczy.

- Minnie... Czy to, co mi powiedziałeś kilka dni temu... Czy to prawda? Naprawdę mnie kochasz?

- Hyung... – Dłoń we włosach zamarła w pół ruchu. Niebawem jednak ponowiła swoją czynność. – To jest prawda. Kocham cię, Jonghyun-hyung.

- I nigdy mnie nie zostawisz?

- Nigdy.

Jonghyun uśmiechnął się delikatnie. Po chwili wyprostował się i wstał, łapiąc dłoń Taemina w swoją. Lee spojrzał na niego zdziwiony i jednocześnie zachwycony cudownym uśmiechem Blinga.

- Chodźmy.

- Gdzie? Chcesz wracać?

- Nie. Chcę zapomnieć. Na chwilę...


*


Taemin płonął. Całe jego ciało było w gorączce. Wydawało mu się, że temperatura w hotelowym pokoju jest zabójcza, że spala go kawałek po kawałku.

Dłonie Jonghyuna z delikatnością, ale i zdecydowaniem, przesuwały się wzdłuż jego nagiego ciała. Usta Kima badały detale jego twarzy, szyi, torsu, zęby zostawiały ślady. A on nie był w stanie zrobić nic więcej niż jęczeć i spazmatycznie oddychać. Jego umysł był zamglony, oddalony od niego, a zmysły skupione tylko na Jonghyunie.


Czuł śliskie palce boleśnie w nim znikające, krzyżujące się i rozciągające jego dziewicze wnętrze. Kim składał motyle pocałunki na jego podbrzuszu, lizał penisa, ssał główkę, starając się zagłuszyć ból. Taemin otworzył szerzej oczy, gdy palce otarły się o coś w jego wnętrzu, odbierając mu przy tym oddech. Niemal elektryzujące uczucie kilkakrotnie przeszyło jego ciało. Lee spojrzał na swojego przyjaciela, zachwycony widokiem nabrzmiałych i czerwonych warg rozciągniętych w uśmiechu. 


Palce zniknęły. Jonghyun złapał nogi Taemina, ułożył je na swoich ramionach, ustawiając się naprzeciw wejścia młodszego. Lee zacisnął dłonie na pościeli. Mógł nie mieć żadnego doświadczenia, ale podstawową wiedzę posiadał. Wiedział, że zaboli. 

Członek Kima powolnym ruchem zagłębiał się w cieple jego odbytu, rozrywając go na pół. Oddychał coraz szybciej, mocniej zaciskając dłonie. Czuł palce Jonghyuna wbijające się w jego biodra. 


- Minnie... Taki... Ciasny...


Starszy nie czekał, aż jego kochanek się przyzwyczai. Gdy tylko cały się w nim zanurzył, natychmiast się wycofał, aby szybko wbić się z powrotem. Jego ruchy były mocne i pewne, wysyłające dreszcze w całe ciało Taemina. 


Nie wiedział, ile to trwało, jak długo jęczał, zdzierając sobie gardło, powtarzając jak mantrę imię swojego ukochanego hyunga. Czuł się jak w niebie. Czuł się jednością, nierozerwalną jednością z tym, z którym zawsze pragnął być. 


Gdy orgazm przelał się przez jego drżące ciało potężną falą, poczuł się tak, jakby zaraz miał umrzeć. Umrzeć szczęśliwy, rozlewając swoje soki na całym torsie Jjonga.


Ścianki jego odbytu zacisnęły się boleśnie wokół przyrodzenia starszego, wysyłając go na skraj. Gorąca sperma wypełniła Taemina, gdy Jonghyun dochodził z krzykiem na ustach.


- Minho!


Serce maknae pękło na pół, a umysł zamroczył ból.



czwartek, 29 sierpnia 2013

Dirty Pleasure II

Bez zbędnego gadania zapraszam na kolejny rozdział ^^
I zachęcam do komentowania. ;))





Poranek był cichy, spokojny i leniwy. Taemin przekręcił się na drugi bok, uciekając od jaskrawych, słonecznych promieni. Zaraz po zmienieniu swojej pozycji, poczuł, jak ktoś wtula się w niego, chowając twarz w zagłębienie jego szyi. Instynktownie otworzył oczy, patrząc przed siebie. Tuż obok niego, a właściwie – żeby być dokładniejszym – zawinięty i wtulony w jego ramiona leżał Jonghyun. Lee westchnął ciężko. Która to już taka noc? Trzecia?

Z delikatnym uśmiechem pogłaskał plecy Jjonga i wtulił twarz w jego włosy, napawając się ich zapachem. Chciał takich poranków i powoli się do nich przyzwyczajał. Jakby nie patrzeć, było to spełnienie jego najskrytszych marzeń. I niewątpliwie cieszyłby go fakt, że jego modlitwy w końcu zostały wysłuchane, gdyby nie zdrowy rozsądek, który co chwilę dawał mu mentalnego policzka i brutalnie sprowadzał na ziemię. Bo Jonghyun nie był jego. On należał do Minho. 

Taemin delikatnie próbował się wyswobodzić z uścisku Kima. Starszy jednak nie miał zamiaru go puszczać. Zamruczał coś niewyraźnie przez sen, przyciągając maknae jeszcze bliżej i kładąc rękę na dolnym odcinku jego pleców. Lee zamarł. Pierwszej nocy Jjong też go dotknął i gdyby nie Kibum, który wparował nagle do pokoju, wrzeszcząc przy tym na całe gardło, nie wiadomo, jak daleko zawędrowałyby dłonie starszego. Lee był pewien tylko jednego – w takich momentach jak te, jego serce trzepotało w piersi niczym ptak w klatce, a umysł zdawał się całkiem wyparowywać.  

Jonghyun najpierw zacisnął dłoń na pośladku Taemina, a później przesunął ją na wewnętrzną stronę chłopięcych ud. Szyja maknae stopniowo pokrywała się niewidzialnymi śladami po słodkich buziakach pozostawianych przez miękkie usta Kima. Młodszy pragnął, aby ta chwila trwała wiecznie, by czas się zatrzymał, by tym razem nikt im nie przerwał. Ale nie żył w bajce. Mając tego świadomość, szarpnął się, próbując uratować siebie przed całkowitym zatraceniem.

- Minho, nie wierć się.

Zaspany głos Jonghyuna wysłał milion cienkich sztylecików wprost w serce maknae. Taemin z trudem przełknął gulę, tworzącą się powoli w jego gardle i dalej się odsuwał.

- Jonghyun-hyung, to ja. Taemin.

Kim otworzył szeroko oczy i natychmiast odskoczył od przyjaciela. Miał strach w oczach.

- Minnie, przepraszam! Nic ci nie zrobiłem?!

- Nie-e. Jest w porządku.

- Taeminnie, wybacz mi. Myślałem, że to Minho... Ja.... Śniło mi się, że...

- W porządku, hyung. Naprawdę... Nic się nie stało.

Jonghyun usiadł na łóżku, drapiąc się po głowie i ziewając przeciągle. Policzki miał pokryte rumieńcem zażenowania, a oczy lekko przygaszone. Przeciągnął się, wstając powoli z łóżka. Taemin z fascynacją przyglądał się grze mięśni na plecach i ramionach Kima. Czuł, jak zasycha mu w gardle. Z ciężkim sercem odwrócił wzrok i podniósł się gwałtownie.

- Jeśli nie masz nic przeciwko, hyung, to pójdę się wykąpać.

Brunet zaczął nerwowo zbierać swoje ubrania i pospiesznie skierował się w stronę drzwi. Nieoczekiwanie zatrzymał go uścisk na nadgarstku.

- Minnie... Dziękuję, że jesteś.

Wargi Jonghyuna były ciepłe i suche, a policzek, którego dotknęły, mrowił przyjemnie.

*

Atmosfera przy śniadaniu była tak gęsta, nerwowa i nieprzyjemna, że niemal odbierała apetyt. Teraz Taemin żałował, że ściągnął Kima do kuchni. On i Minho co chwilę posyłali sobie pełne złości i dumy spojrzenia. Onew przyglądał im się w milczeniu, co jakiś czas wzdychając ciężko. Był wyczerpany ciągłymi kłótniami pary, które miały destrukcyjny wpływ na cały zespół. Kibum starał się nic nie mówić. Naprawdę się starał nie nawrzeszczeć na tych dwóch tępych idiotów. Powoli popijał uspokajającą herbatkę Jinkiego, skupiając, a przynajmniej próbując skupić na niej całą swoją uwagę, i nerwowo stukał palcami w swoje kolano.
  
Jonghyun zjadł w tak zastraszająco szybkim tempie, że Taemin był przekonany, że nawet specjalnie nie zdążył poczuć smaku i zapachu tego, co miał na talerzu. Szatyn po skończonym posiłku czym prędzej wyleciał z kuchni. Lee spojrzał po twarzach reszty chłopaków.

- Minho, czemu nie pójdziesz za nim? Moglibyście w końcu zaprzestać tej dziecinady i pogadać jak dorośli.

- Wybacz, hyung, ale nie mam zamiaru przepraszać za coś, co jest jego winą.

Taemin spuścił wzrok, a jego głos drżał lekko, gdy się odezwał.

- Jonghyun-hyung mówił, że to ty zacząłeś...

Przy stole zapadła cisza. Maknae starał się nie podnosić wzroku, choć czuł na sobie kilka palących spojrzeń.

- Wybacz, Minnie, ale zostałeś wprowadzony w błąd. To on ma problem. Nie ja.

Key z całej siły uderzył spodem kubka o blat stołu. Taemin podniósł na niego wzrok. Kibum gwałtownie wstał z krzesła, prawie je przy tym wywracając.

- Jak matkę kocham, wypieprzę was kiedyś na zbity pysk!

*

Tak naprawdę chyba żaden z nich nie wiedział, jak to się zaczęło. Cała próba była nerwowa, niezręczna, pełna napięć. Nie potrafili się synchronizować, wpadali na siebie, mylili kroki. Choreograf zdążył ich już tyle razy opieprzyć, że już dawno stracili rachubę. W końcu, wyprowadzony z równowagi do granic możliwości, zarządził przerwę, zostawiając ich samych - stojących na środki sali i gapiących się na siebie.
I gdyby Onew nie podjął próby rozwiązania wewnątrz zespołowego konfliktu i nie rzucił tym swoim liderskim tonem Porozmawiajmy, to może wszystko potoczyłoby się inaczej. Jonghyun nie warknąłby, a Kibum by nie wybuchł. I teraz nie staliby wszyscy przerażeni, słuchając, jak Key wyrzuca z siebie wszystko.

- ... i mnie tak cholernie wkurwiasz! Boże! Wiesz, że przyznanie się, CHOCIAŻ RAZ, do popełnienia błędu wcale cię nie skrzywdzi?! Bycie w związku to kompromisy, a nie tylko „ja i moja dupa”! Widzisz, co się dzieje?! Cały zespół się rozpierdala na cząstki, bo ty masz jebany męski PMS! Kurwa!

Jonghyun nie odrywał wzroku od podłogi, zaciskając dłonie w pięści i wysłuchując całej tyrady Kibuma. Pozostali wpatrywali się w blondyna wystraszeni. Onew próbował wtrącać jakieś uspokajające słowa, ale w rezultacie jego trud okazał się daremny, a on sam bezsilny. Minho wyglądał tak, jakby sam nie wiedział, co ma zrobić. A Taemina, oprócz początkowego lęku, ogarnęła wściekłość.

Key zamilkł. Gęste od żalu, złości i pretensji powietrze przez chwilę szczelnie ich opatulało, powodując nieprzyjemne dreszcze. Lee spojrzał na Jonghyuna. Ale jego już nie było. Wybiegł szybko z sali, nie oglądając się za siebie. Kibum prychnął, mamrocząc coś o uciekaniu w pizdu.

- To, co powiedziałeś, hyung, było okropne. – Taemin sam się sobie dziwił, że głos mu nie drżał. – Mogłeś sobie darować. Jonghyun-hyung też cierpi. Ale co was to obchodzi, nie? Lepiej obwinić go o wszystko. Tak jest prościej, prawda?

Rzucając im ostatnie zdenerwowane spojrzenie, wyszedł, wymijając bez słowa wracającego choreografa. Szedł prosto przed siebie, zdając się jedynie na swój instynkt. I nie zawiódł się na nim. W najmniej uczęszczanym przez nich korytarzu, tam, gdzie znajdowały się głównie pokoje socjalne, skulony na podłodze siedział Jonghyun. I Lee dobrze wiedział, że płakał. Bez słowa uklęknął obok przyjaciela, obejmując go mocno ramionami i szepcząc do ucha słowa komfortu. Pozwolił mu na moczenie swojej bluzki słonymi łzami, gdy kołysali się powoli w przód i w tył.

*

Taemin mocniej opatulił się ciepłą bluzą Jonghyuna, wpatrując się ze spokojem w nocne niebo. Z chłopakami nie odzywali się przez resztę dnia. Wyglądało to trochę tak, jakby zespół podzielił się na dwa wrogie obozy, gdzie w jednym był on ze starszym Kimem, a w drugim pozostali. O co się toczył spór? Tak naprawdę niewiadomo. I to w tym wszystkim było najbardziej absurdalne.

Lee wiedział, że Kibum poczuł się dotknięty jego słowami. W końcu pierwszy raz podniósł na niego głos. W zaistniałych jednak okolicznościach odczucia Key i jego urażone ego schodziły na boczny, odległy tor, tracąc wielce na swoim znaczeniu. Priorytetem dla Taemina było wspieranie Jonghyuna – tylko to się liczyło. I żadne humory Kibuma ani też kogokolwiek innego nie mogły tego zmienić.

Maknae westchnął. Jjong spał spokojnie w jego pokoju, tuląc do siebie poduszkę, będąc wyczerpanym hektolitrami łez, jakie wylał w ciągu dnia. A on czuł się dziwnie. Dziwnie przez te wszystkie przytulenia, jakie wcześniej otrzymał, przez każdy moment, w którym dłoń starszego ściskała jego własną. Dotyk Kima pozostawiał na jego skórze dreszcze i przyspieszał pracę serca. I na pewno uzależniał. Sprawiał, że Taemin chciał więcej. Potrzebował coraz więcej. Że czuł uciążliwy niedosyt, a oprócz tego dojmujące skołowanie.

Tuż za nim coś upadło. Obrócił się szybko na pięcie, dostrzegając przez szybę cicho mamroczącego pod nosem Jonghyuna. Odsunął się trochę, gdy starszy wyszedł na zimne powietrze.

- Hyung, myślałem, że śpisz.

- Bo spałem. Ale obudziłem się i ciebie nie było. Ja... Ja nie lubię spać sam.

Taemin uśmiechnął się delikatnie. Jego hyung był taki słodki. Wyciągnął dłoń w jego kierunku.

- Więc chodź. Wracajmy spać.

Kim splótł swoje palce z palcami młodszego, ale się nie ruszył. Podszedł bliżej, wlepiając swoje czekoladowe tęczówki w oczy maknae.

- Chciałem ci podziękować. Za dzisiaj... W ogóle za wszystko. Za to, że jesteś obok mnie. Nie wiem... Naprawdę nie wiem, co bym bez ciebie zrobił, Minnie.

Ramiona Jonghyuna jak zwykle były niesamowicie ciepłe, niemal kojące. Lee czuł, jak mięknie, rozpływa się, rozpada. Nie mógł. Nie mógł tak dłużej.

- Jonghyun-hyung... K-kocham cię...

Starszy zesztywniał. Nieznacznie odsunął się od Taemina, ale młodszy przylgnął do niego desperacko.

- Nie oczekuję od ciebie niczego. Nie śmiałbym. Chcę tylko, żebyś wiedział, że zawsze będę obok. Kocham cię tak bardzo, że czasem aż się boję. Błagam cię, nie odrzucaj mnie teraz. Ja...

Nie dane mu było dokończyć. Gorące wargi Jonghyuna złapały jego usta, całując tak, jak Taemin zawsze sobie wyobrażał.  



niedziela, 18 sierpnia 2013

Dirty Pleasure I


Moje pierwsze kilku rozdziałowe opowiadanie tutaj i nie ukrywam stresuje się je wrzucać. ;P Ale ocenę zostawiam czytelnikom. ;3
Enjoy ^^










Taemin, najciszej jak tylko potrafił, na palcach, przeszedł przez korytarz, kierując się do salonu. Jego hyungowie odpoczywali w swoich pokojach, a on potrzebował kilku chwil spokoju. Wszystkie te nieprzyjemne myśli, które zaprzątały jego głowę, zaczynały go coraz bardziej męczyć. Lecz najgorsze było to, że nie miał nikogo, z kim mógłby o nich porozmawiać, komu się wyżalić. Na ogół wypłakiwał się w rękaw designerskiej, Kibumowej bluzki, ale był niemal w stu procentach pewny, że tym razem nawet umma nie byłaby w stanie mu pomóc.


Wzdychając z frustracji, złapał za klamkę balkonowych drzwi. I wtedy zauważył, że w jego „miejscu spokoju” już ktoś jest. Czuł, jak jego serce przyspiesza, próbując wyrwać się z piersi, gdy tylko rozpoznał niewysoką, drżącą postać. Jonghyun opierał się o barierkę i przestępując z nogi na nogę, palił papierosa. Taemin złapał leżący na kanapie koc, po czym wziął kilka głębokich wdechów. Cichutko otworzył drzwi i nieśmiało podszedł do zmarzniętego Kima, któremu natychmiast zarzucił puszysty materiał na odsłonięte ramiona. Jjong odwrócił się ku niemu z oczami błyszczącymi nadzieją, która przygasła lekko, gdy dostrzegł maknae. Lee zignorował ukłucie bólu spowodowane spojrzeniem Jonghyuna i uśmiechnął się delikatnie.

- Hyung, przeziębisz się. Co ci strzeliło do głowy, żeby wychodzić na dwór w bokserce i na bosaka? Jak się rozchorujesz, to co my bez ciebie zrobimy?
 
- Nie przejmuj się mną, Minnie. Musiałem pomyśleć...


- I przy okazji zepsuć sobie zdrowie? – Jedna z brwi Taemina uniosła się ku górze, a on sam zaplótł ręce na piersi, opierając się biodrem o barierkę. – Nie wiedziałem, że palisz, hyung.

- Bo nie palę. – Kim wyrzucił na ulicę niedopałek, uśmiechając się do Taemina. – Minnie, nie powinieneś już spać?

- Hyung... – Taemin wywrócił oczami. – Kiedy w końcu zrozumiecie, że nie jestem już dzieckiem? Mam dwadzieścia lat.

- Ale dla mnie zawsze będziesz słodkim maknae.

Taemin obrócił głowę, czując, jak się rumieni. Kątem oka przyglądał się jednak Jonghyunowi. Jego ukochany hyung beznamiętnie wpatrywał się w gwiazdy, będąc wyraźnie zasmuconym i przygnębionym. Lee przygryzł wargę. Najbardziej na świecie nie cierpiał chwil, w których Jonghyun się martwił. Kim był dla niego kimś więcej niż zwykłym kolegą z zespołu. Był jego przyjacielem, bratem i miłością jego życia. I choć brzmiało to ckliwie i tandetnie, Taemin nie potrafił inaczej określić tego, co czuł. Jonghyun zawsze się nim opiekował. Zresztą, cała piątka była ze sobą niewyobrażalnie blisko, niemniej jednak to właśnie starszy Kim od samego początku był dla niego ponad resztą. Lee zawsze myślał, że to braterska miłość tak usilnie ciągnie go w stronę Blinga. Ale z czasem zaczął pojmować, że to coś więcej. Dużo więcej. Jego uczucia ewoluowały, a „Internet War” i cała towarzysząca temu seksualna , fanservisowa otoczka tylko je wzmocniły i sprawiły, że patrząc na Jonghyuna miał zdecydowanie nieczyste myśli. Jego miłość nie miała jednak najmniejszych szans na spełnienie. I to bolało go najbardziej.

Jonghyun wydał z siebie dźwięk, który na krótki moment dał całkowity upust jego frustracji, po czym sięgnął do kieszeni dżinsów i wyciągnął z niej kolejnego papierosa.

- Podobno nie palisz. – Taemin obrzucił Kima karcącym spojrzeniem. – Zniszczysz sobie płuca, Jonghyun-hyung.

- Minnie... Proszę cię. Jeśli masz zamiar mnie pouczać, to nie dzisiaj. Naprawdę nie mam nastroju na takie gadki.

Taemin zmarszczył brwi, patrząc na zaciągającego się Jonghyuna. Starszy zdecydowanie zachowywał się dziwnie. Lee zaczął się zastanawiać, gdzie się podział ten wiecznie optymistyczny, tryskający entuzjazmem hyung? Nagle ucisk w sercu znów dał o sobie znać. No tak. Była tylko jedna osoba, która znaczyła dla Jonghyuna bardzo wiele, znacznie więcej niż pozostali, i po kłótni z którą zawsze był przybity.

- Znowu się pokłóciliście, prawda?

Jonghyun nie odpowiedział. Zaciągnął się tylko mocniej papierosem, wpatrując się w gwiazdy i uśmiechając blado.

- Hyung, wiesz, że jeśli tylko chcesz porozmawiać...

- Wiem, Taeminnie. Dziękuję.

- A o co się pokłóciliście?

- O głupotę. – Jjong westchnął ciężko. – Zawsze się kłócimy o głupoty... O jebane drobnostki.

- Na pewno się pogodzicie. Zawsze się godzicie po kłótniach.

- To nie w tym rzecz, Minnie. – Bling spuścił głowę. – Jestem zmęczony. Po prostu jestem zmęczony walczeniem z nim o każdą, nawet najdrobniejszą rzecz. On uważa, że próbuje go sobie podporządkować. A przecież to nieprawda! Dobrze wie, wszyscy o tym wiedzą, że mam tą cholerną tendencję do kierowania ludźmi. Key nie raz mnie za to opierdolił. Ale mimo to, on nadal mi to wszystko wypomina.

- Hyung... Skoro kłócicie się tak często, to... To czy naprawdę potraficie być szczęśliwi?

- Dobre pytanie, Minnie. – Papieros wypadł spomiędzy palców Jonghyuna.- Nie wiem. Gdy budzę się rano i patrzę na jego spokojną, śpiącą twarz, czuję się szczęśliwy. Gdy całuję go na dzień dobry albo na dobranoc, też jestem szczęśliwy. Albo gdy się do niego tulę lub trzymam za rękę... Ale wystarczy, że zaczniemy poważną rozmowę i wszystkie te rzeczy, które nas w sobie wkurzają wychodzą na wierzch. A wtedy jestem wściekły i mam ochotę krzyczeć. Więc wyrzucam mu w twarz wszystko, co mnie boli i vice versa. A potem nie potrafię go przeprosić. Tak samo, jak on nie potrafi przeprosić mnie.

Łzy, jedna po drugiej, zaczęły spływać po zaróżowionych od zimna policzkach Jonghyuna. Taemin czuł, jak niewidzialny, kolczasty drut wżyna mu się w ścianki serca. Związek, który Kim budował z Minho, był jednym z najgorszych ciosów, jaki młody Lee kiedykolwiek otrzymał.

Brunet powoli podszedł do starszego, oplatając swoimi ramionami jego szyję
i przytulając go mocno do siebie. Jjong wtulił się w przyjaciela, cichutko pociągając nosem. Lee przymknął oczy, rozkoszując się bliskością i zapachem Jonghyuna. Szeptał mu do ucha uspokajające nonsensy, gładząc jednocześnie jego umięśnione plecy i wytrwale walcząc z uporczywą chęcią pocałowania swojego hyunga. Pragnął go. Rozpaczliwie pragnął intymności z nim. A jedyne, na co mógł sobie pozwolić, to zwykłe przytulenie. Takie samo, jakie Jonghyun otrzymałby od Kibuma albo od Onew.

- Wszystko będzie dobrze. Nie martw się. Będę przy tobie, hyung...

- Dziękuję, Minnie. – Uścisk wokół talii maknae zacieśnił się, a Kim mocniej wtulił twarz w zagłębienie jego szyi. – Nie wiem, co bym bez ciebie zrobił.

Lee czuł, jak sztywnieje, gdy tylko ciepłe i wilgotne wargi dotknęły jego policzka. Choć trwało to tylko ułamek sekundy, było to dla niego coś niesamowitego. Nic nowego, bo Jonghyun kochał rozdawać buziaki, ale nadal niezwykłego.

Starszy wszedł do salonu, ciągnąc za sobą Taemina. Zrzucił z siebie koc i wzdychając, obrócił się w stronę młodszego.

- Mogę dzisiaj spać w twoim pokoju?

- O-oczywiście. Ale nie mam drugiego łóżka, hyung.

- Co to za problem? Przecież zawsze spaliśmy w jednym.

Maknae uśmiechnął się niewyraźnie, rumieniąc się niewyobrażalnie i pozwalając złapać się za rękę oraz pociągnąć w stronę swojego pokoju.