INFORMACJE

BLOG ZAWIESZONY DO ODWOŁANIA!


sobota, 7 grudnia 2013

Dirty Pleasure V

O Shisusie! Nareszcie i mi i Beciuni udało się w miarę ogarnąć, 
dzięki czemu mogę was uraczyć nowym rozdziałem DP. ^^
Więc bez zbędnego gadania:
Enjoy! ^^








Czas zawsze miał to do siebie, że szybko mijał. Czasem nawet zbyt szybko. Wskazówki nieustannie sunęły po zegarowej tarczy. Dnie zamieniały się w noce, noce przeradzały się w dnie. A świat starał się nadążyć za tą czasową machiną, bezustannie pracującym mechanizmem, który został kiedyś skonstruowany i rzucony w wir codzienności; próbuje go dogonić, uchwycić i zatrzymać w miejscu, by choć przez chwilę móc odetchnąć od tego wyczerpującego pościgu. Niestety, czas - rządzący się własnymi prawami – niejednokrotnie okazał się być niezwyciężonym przeciwnikiem. Najsmutniejsze jest jednak to, że gdy on gna do przodu, narzuca światu zmiany, wprowadza nowe porządki, stare lub całkiem nieznane łady, są ludzie, którzy wciąż tkwią w miejscu. Gdy życie toczy się własnym torem, zmienia się, przekształca, wymusza podejmowanie kolejnych, niekiedy trudnych decyzji, oni stoją w martwym punkcie, zaplątani w sieć problemów, rozterek, tak zwanych „niedomkniętych rozdziałów”, uczuć; są zniewoleni przez widmo bolesnej przeszłości i sparaliżowani niepewnością przyszłości. 


Taemin od dwóch miesięcy zaliczał się do takich osób – uwięzionych w duchowym niebycie, wewnętrznej pustce, rozdartych pomiędzy tym, co było, jest i może - choć czasem wcale nie powinno – być. Osób, które nie wiedzą, co zrobić ze swoim życiem, nie mają pojęcia, jak je uporządkować, przywrócić mu dawny blask i na nowo odnaleźć w nim sens. One jednak, w przeciwieństwie do Lee, nie próbowały doszukać się w swojej egzystencji jakiegoś toksycznego pierwiastka, źródła wszelkiego zła, które – pomijając jego własne nieszczęście – dotykało jego najbliższych. Owszem, to nie z jego winy Minho i Jonghyun się pokłócili. Na to nie miał wpływu. Jednak to przez niego Choi jeszcze bardziej odsunął się od starszego Kima, co było spowodowane tym, że każdą wolną chwilę Jjong spędzał wyłącznie z Taeminem. Kibum też bardzo cierpiał. Pod maską sfrustrowanej i rozeźlonej, zespołowej ummy krył się ktoś, kto – nie mówiąc o tym wprost - bardzo przeżywał ten, niestety postępujący, rozłamowy proces. Rzecz jasna, był jeszcze Onew, który ofiarnie nadstawiał głowę za całą czwórkę, odpowiadał za jej wszystkie błędy, które w ostatnim czasie zdarzały się coraz częściej.



Maknae westchnął cicho i automatycznie zmrużył oczy, gdy zza drzwi doszedł go tubalny głos wściekłego menadżera. Z jednej strony cieszył się, że nie był stojącym na korytarzu Jinkim, który od dobrych dziesięciu minut wysłuchiwał menedżerskiej tyrady na temat ilości i różnorodności popełnionych przez nich błędów. Brak synchronizacji i porozumienia na scenie, pomyłki w choreografii, wzajemne wchodzenie sobie w drogę – to tylko kilka grzechów wymienionych przez menadżera, które popełnili tamtego wieczora, a które Taeminowi udało się usłyszeć i zrozumieć w rwącym potoku słów. 



Z drugiej jednak strony chłopak bardzo współczuł liderowi. To było niesprawiedliwie, żeby jedna osoba odpowiadała za przewinienia całej reszty. 



Za to również obwiniał samego siebie.


Nagle drzwi do waiting roomu otworzyły się, a potem trzasnęły z przeraźliwym hukiem, prawie wypadając z zawiasów. Na środku pokoju stanął Onew. Zakładając ręce na biodra, wbił w podłogę swój morderczy wzrok. Jego oddech był ciężki, a policzki poczerwieniałe od złości. Milczał przez chwilę, najwidoczniej szukając odpowiednich słów, aby przekazać to, co miał do powiedzenia.


- Pewnie się wam wydaję, że dzisiejszy występ był do dupy. – zaczął poirytowanym głosem. Popatrzył po swoich dongsaengach. Jak się okazało, żaden z nich nie odnalazł w sobie wystarczająco dużo odwagi, aby chociaż przelotnie na niego spojrzeć. – Mylicie się. Ten występ był jedną z największych katastrof w naszej karierze, totalnym gównem zmieszanym z błotem, czego nasz menadżer nie omieszkał mi uświadomić. A teraz możecie sobie podziękować i pogratulować. Ewentualnie zacząć skakać sobie do gardeł, jak robicie to od przeszło dwóch miesięcy. 



Zanim Onew zdecydował się wykonać jakikolwiek znaczący ruch, Jonghyun poderwał się z krzesła i bez słowa opuścił pomieszczenie, będąc odprowadzonym przez kąśliwe słowa Kibuma:



- Jasne, najlepiej spieprzyć. Tak jest łatwiej, nie?



W waiting roomie zapadła niezwykle krępująca cisza. Minho, który dotychczas siedział na kanapie i nerwowo wykręcał sobie palce, podniósł się i początkowo na chwiejnych nogach – co nie umknęło uwadze Taemina – udał się w kierunku drzwi. Przystanął jednak na chwilę, prawie wyminąwszy lidera. Popatrzył na niego smutno.



- Przepraszam cię, hyung. Przepraszam... – wyszeptał drżącym głosem, kładąc dłoń na ramieniu starszego. Był to drobny, ale niezwykle znaczący gest, z czego obaj doskonale zdawali sobie sprawę. Jinki obrócił głowę ku Choi’emu, popatrzył się na niego, a potem uśmiechnął się delikatnie, prawie niezauważalnie. Poklepał Minho po ręce, dając mu tym samym do zrozumienia, że przyjmuje przeprosiny. Niedługo po tym raper z nikłym uśmiechem na ustach zniknął za drzwiami. 



Onew westchnął ciężko. Czuł się naprawdę paskudnie. Nie dość, że nie potrafił pojednać swoich zespołowych kolegów, jak to w jego mniemaniu na dobrego lidera przystało, to jeszcze ich opieprzał i wyładowywał na nich swoją złość. A przecież traktował ich jak swoją drugą rodzinę...



- Możecie mi powiedzieć, gdzie popełniam błąd? – spytał z nutą rozpaczy w głosie. Najpierw zerknął na Taemina, który skulony siedział na kanapie, a potem na wpatrującego się w niego od krótszej chwili Kibuma. – Może to ze mną jest coś nie tak? 



- Daj spokój, hyung. – odparł stanowczo Key, podnosząc się z miejsca. Podszedł do starszego Lee, objął go i serdecznie poklepał po plecach. Niebawem lider odwzajemnił uścisk. 



- Jestem chujowym liderem. – jęknął Jinki, wtulając twarz w obojczyk swojego dongsaenga.



- Nie. – zaprzeczył Kim, subtelnie się uśmiechając, czego jednak przytulony do niego Onew nie mógł zobaczyć. – Ty jesteś dobrym kapitanem. To w załodze są ciężkie, prawie niereformowalne przypadki. Ale nie martw się, damy rady. Prawda, Minnie?



Taemin, usłyszawszy swoje imię, przeniósł wzrok ze swoich bransoletek, którymi się do tej pory bawił, na Kibuma. Ten uśmiechał się do niego sympatycznie, choć spoglądał na niego wyczekująco. 



- Tak, oczywiście. Damy radę... – wydukał maknae, siląc się na uśmiech. 



Damy radę...


~*~

Taemin nie mógł zasnąć. Nerwowo przekręcał się na łóżku, wzdychając cicho raz po raz. W dziwny sposób czuł się niekomfortowo, będąc tak blisko Jonghyuna. W jego głowie co chwilę pojawiały się wspomnienia z ostatnich tygodni; wspomnienia seksu ze starszym. Lee aż nazbyt dobrze pamiętał ten palący dotyk, mokre wargi i zwinne palce, które zdążyły już odcisnąć na nim swoje niewidzialne piętno. 


Od samych wyobrażeń Taeminowi huczało w głowie, a ciało mimowolnie się podniecało. To uporczywe napięcie, które kumulowało się w dolnej partii ciała, w tym jednym konkretnym miejscu, zmusiło go do wstania z łóżka. Zrobił to bardzo ostrożnie i powoli, aby nie obudzić Kima. Potem cicho wymknął się do łazienki. 



Lodowata woda, którą oblał swoją twarz, na chwilę przyniosła mu ukojenie. Lee studiował swoje odbicie, obserwując chłodne kropelki spływające wzdłuż jego policzków i szyi. Zadrżał lekko, gdy zauważył kilka blednących śladów na skórze. Był wdzięczny opatrzności, że nikt ich do tej pory nie zauważył i miał nadzieję, że taki stan rzeczy utrzyma się jak najdłużej... Do samego końca.



Zanim wyszedł z łazienki, jeszcze kilka razy przetarł twarz. Nie chciał wracać do pokoju. Jeszcze nie. Dlatego postanowił udać się do kuchni. Nie odważył się jednak do niej wejść. Powstrzymała go przed tym łuna światła wylewająca się spod przymkniętych drzwi i przyciszone głosy. I mimo że nie chciał podsłuchiwać – to nie było w jego stylu – to nieznacznie podniesiony ton Kibuma mimowolnie przykuł jego uwagę. 



- Chcesz go zostawić?



- Tak. Ja... Bummie, ja już nie mam siły. Już dwa miesiące się do siebie nie odzywamy. Jest mi z tym źle i... – Brunet westchnął. – Po prostu coraz częściej odnoszę wrażenie, że zrobiliśmy głupotę, decydując się na ten związek.



Taemin przybliżył się do drzwi, a potem zamarł w bezruchu, nasłuchując jeszcze uważniej niż do tej pory.



- Ale ty jesteś głupi, Minho. Ty i on. Obaj jesteście idiotami.



- Dzięki. – Ton głosu Choi’ego wskazywał na to, że poczuł się zraniony i urażony słowami przyjaciela. – Skoro jesteś taki mądry, to powiedz, co mam niby zrobić? On mnie unika! Znika gdzieś, nie odzywa się do mnie, nawet na mnie nie patrzy!



- To sam się do niego odezwij! Do cholery, czy naprawdę aż tak trudno jest porozmawiać? 



- Ja nic nie...



- Dość! – Głos Kibuma podniósł się, a pięść uderzyła w stół. – Ciągle słyszę twoje „ja, ja, ja”... Przez cały ten czas opieprzałem Jonghyuna, ale ty też nie jesteś lepszy! Pozwól, że coś ci uświadomię... Nie jesteś pępkiem świata. Nigdy nim nie byłeś i podejrzewam, że nigdy nim nie będziesz. Zrozum, że tu nie ma miejsca ani na twoją pieprzoną, zranioną, męską dumę, ani na potajemne użalanie się nad sobą... Minho, przez was ten zespół się rozpada. Krok po kroku. Czy wy naprawdę tego nie widzicie? 



Ciemnowłosy westchnął ciężko w odpowiedzi.



- Uważasz, że dlaczego Jonghyun znika z dormu? – zaczął Kibum, przerywając ciszę. – Dlaczego unika ciebie, nas, spędza czas wyłącznie z Taeminem? Przez ciebie. I twoje dziecinne zachowanie.



- Jakie zachowanie, do cholery?

- Nie udawaj, że nie wiesz, o czym mówię! Ranisz go na każdym kroku i doskonale zdajesz sobie z tego sprawę! Cały czas kręcisz się wokół mnie jak zakochana nastolatka! Tylko „Bummie to...”, „Bummie tamto...”. I jeszcze ten wczorajszy pocałunek... Nigdy więcej tego nie rób, rozumiesz?! Nie chcę nawet myśleć, co by się stało, gdyby Jjong to zobaczył.
W kuchni zapadła cisza. Taemin wstrzymał oddech, modląc się o to, by reszta się nie obudziła; by Jonghyun się nie obudził. Nadal stał pod drzwiami, przysłuchując się ciężkiemu oddechowi Kibuma.  


- Nie traktuj mnie jak substytut. Nie próbuj na siłę zmieniać swoich uczuć tylko dlatego, że jesteście pokłóceni. – Głos Key był łagodny i zmęczony, ale jednocześnie stanowczy. – To się nie sprawdzi, Minho. Prędzej czy później zdasz sobie sprawę z tego, że to nie mnie chcesz, że nigdy tak naprawdę mnie nie chciałeś. Lepiej przyznaj się sam przed sobą, że przytulając się do mnie, myślisz o nim. I tak będzie ze wszystkim. 

Taemin cofnął się o krok. Minęła chwila, nim zdecydował się wrócić do swojego pokoju. Ostatnie posłyszane przez niego słowa Kibuma bezustannie pobrzmiewały mu w uszach.


Prędzej czy później zdasz sobie sprawę z tego, że to nie mnie chcesz, że nigdy tak naprawdę mnie nie chciałeś... Nigdy tak naprawdę mnie nie chciałeś...


Po cichym zamknięciu drzwi, Lee spojrzał na skuloną na łóżku postać. Czy Jonghyun też traktował go jak substytut? Wspomnienie ich pierwszego razu, kiedy starszy wykrzyczał imię Minho, nie pozostawiało żadnych złudzeń. Ani także fakt, że po tamtym incydencie Jjong nie wyjękiwał już żadnych imion. To Taemin jęczał i błagał o więcej. A Jonghyun spełniał jego życzenie, zawsze potem dziękując. Żadnego „kocham cię” albo „potrzebuję cię”. Tylko podziękowanie, po którym od razu ruszał pod prysznic, zostawiając drżącego Taemina samego. Samego ze złamanym sercem. 

~*~

Taemin beznamiętnie wpatrywał się w spokojnie płynącą rzekę Han. Gdzieś za jego plecami Key rozmawiał przyciszonym głosem przez telefon, a Onew stał przy budce z jedzeniem. To właśnie lider był pomysłodawcą opuszczenia dormu i udania się na spacer, dzięki któremu cała trójka mogła na chwilę odetchnąć od codziennych problemów i odciąć się od posępnej atmosfery panującej w zespołowym mieszkaniu. Młodszy Lee był niewymownie wdzięczny swojemu hyungowi, że ten, mimo jego początkowych protestów, namówił go do wyjścia. To pozwoliło Taeminowi odsunąć od siebie przytłaczające myśli. I w końcu dopuścić do siebie głos rozsądku. 


Maknae prychnął pod nosem, uśmiechając się do samego siebie z pogardą. Był żałosny... A oprócz tego tak bezgranicznie głupi i beznadziejnie naiwny. Bo przecież Jonghyun go nie kochał. Nigdy. I to było takie oczywiste. A jednak gdzieś w głębi serca wciąż miał nadzieję, że to się kiedyś zmieni.



- Co robisz, Minnie?



Onew przysiadł tuż koło niego z kubełkiem kurczaków i plikiem serwetek. 



- Tak sobie rozmyślam, hyung... 



- O Jonghyunie?



Taemin odwrócił wzrok, znów przenosząc go na rzekę. Kibum w międzyczasie usiadł koło Jinkiego, wzdychając ciężko i opierając się o niego. 



- O czym rozmawiamy?



- O tym, o czym myśli nasz maknae.



- A o czym myśli nasz maknae? – spytał Key, uśmiechając się delikatnie do Taemina. Ten jednak zdawał się nie zorientować, że pytanie było skierowane wprost do niego.



- O Jjongu i Minho.



- O rany... – Key wywrócił oczami, odrywając się od Jinkiego. – Mam ich tak cholernie dość... Dość Minho i jego błazenady, Jonghyuna i jego idiotycznego zachowania i w ogóle całej tej beznadziejnej sytuacji. Najchętniej bym ich zamknął w jednym pokoju i nie wypuszczał, dopóki by się nie pogodzili albo nie pozabijali.



Onew parsknął urywanym śmiechem, kręcąc z rozbawieniem głową. Młodszy Lee uśmiechnął się blado.



Gdzieś w tyle dało się słyszeć chichot, wesołe rozmowy, dziecięce piski. Wszystko było tak przyjemne, a jednocześnie tak różne od niezręcznej ciszy wypełniającej ich dorm.    



- Dobra... – Onew wypuścił głośno powietrze. – Nie będę kłamał, że zaciągnąłem was tutaj tylko po to, żeby odpocząć od tych pajaców. Chcę się dowiedzieć, czy któryś z nich ma zamiar przerwać tą dziecinadę. I od razu zaznaczam, że mam w głębokim poważaniu wasze przysięgi milczenia czy inne tego typu cholerstwa. Jestem liderem i próbuję jakoś ratować ten zespół, więc liczę na waszą współpracę.



Kibum i Taemin spojrzeli po sobie. Obaj już mieli dosyć. To było widać jak na dłoni. W końcu Key wzruszył ramionami, spoglądając na Onew.



- Wydaję mi się, że długo to już nie potrwa...



- Och, czyżby wielki pan Choi postanowił pierwszy wyciągnąć rękę na zgodę? Mam nam kupować na noc zatyczki do uszu?



- Obejdzie się, hyung. Tym razem chyba zabraknie happy endu.



Maknae przygryzł wargę, spuszczając wzrok. To był już koniec. I on też musiał skończyć z tym dziwnym układem pomiędzy nim a Jonghyunem.



- Wiecie... – Jinki westchnął ciężko. – Powinno mi być przykro, że jednak im nie wyszło. Ale jednocześnie tak mnie wkurwiali przez te ostatnie półtora roku, że nie mogę... Modlę się tylko o to, żeby po tym wszystkim potrafili ze sobą pracować.



- Oby.



Chłopaki spojrzeli po sobie. Kibum wyglądał tak, jakby chciał coś jeszcze dodać, ale zanim to zrobił, uprzedził go Onew.



- Zanim kontynuujemy ten dołujący wątek i dalej będziemy biadolić nad głupotą naszych przyjaciół, proponuję zrobić sobie małą przerwę... No, jedzcie je, póki są ciepłe!



Taemin uśmiechnął się słabo, obserwując, jak Jinki próbuje wmusić w Key intensywnie pachnące udko. Ze szczerym zainteresowaniem wsłuchiwał się w bezsensowną kłótnię o dodatkowe kilogramy i przeciwstawianą im zbawienną moc kurczaka. Gdy w końcu batalia z młodszym Kimem zakończyła się dla lidera sukcesem, odwrócił się on w stronę maknae z niemal szatańskim błyskiem w oku.



- No, Minnie. Wcinaj kurczaka. 



- Dzięki, hyung, ale chyba nie jestem głodny.



- Minnie... – Starszy pomachał przed jego twarzą smakowicie wyglądającym udkiem. – Minnie, to kurczak. Jemu się nie odmawia. Chcesz, żeby było mu przykro?



Lee zachichotał, na co Onew uśmiechnął się jeszcze szerzej.



- No, Minnie... Wiem, że chcesz kurczaka. Zrób to dla mnie, nie daj się prosić.



Kibum wychylił się zza Jinkiego i uśmiechnął się do Taemina. 



- Minnie, zrób to dla ummy i appy. Tak ładnie cię proszą.



Śmiech, który poniósł się po rzece, był jak echo dawnych czasów i sprawił, że wszystkie złości i pretensje zostały zapomniane. Key wstał gwałtownie, obszedł lidera i usiadłszy koło maknae, mocno objął go ramionami.



- Taeminnie, proszę, nie kłóćmy się... Zwłaszcza o nich i przez nich.



Lee owinął swoje ręce wokół szyi Kibuma, przyciągając go jeszcze bliżej siebie.



- Dobrze, umma. Nie będziemy. 



- I nie dawaj się wykorzystywać.



Ciepły szept owionął ucho Taemina, który natychmiast zamarł. Niemożliwe. Niemożliwe, żeby Key wiedział. Lee próbował oderwać się od starszego i na niego spojrzeć. Upewnić się. Ale Kim nie zamierzał wypuścić go ze swoich objęć. 



- Nie wiem, co się dzieję, ale jestem pewny, że coś jest nie w porządku. Dlatego proszę cię, Minnie – nie zrób czegoś, czego będziesz potem żałował.



Kibum odsunął od siebie chłopaka i popatrzył w jego wystraszone oczy z delikatnym uśmiechem, a Onew poklepał go po plecach.



- Gdyby coś się działo, pamiętaj, że zawsze masz nas.


~*~

Zimna szyba taksówki mroziła jego policzek, kiedy po raz kolejny jechał w to samo miejsce. W miejsce, z którym wiązało się tyle najróżniejszych wspomnień; tyle godzin, o których wolałby zapomnieć. Z pomocą Onew i Key nawet udało mu się tego dokonać. Co prawda tylko na chwilę, ale jednak.


Ledwo wszedł do pokoju, a umięśnione ramiona Jonghyuna już zamknęły go w silnym uścisku. Starszy zaczął prowadzić go w kierunku łóżka, składając milion chaotycznych pocałunków na jego policzku i szyi. Taemin chciał się temu poddać, pozwolić na zrobienie ze sobą wszystkiego. Ale w jego głowie znów odtworzyło się jedno słowo. Jedno bolesne słowo – substytut. Był tylko substytutem.



- Hyung, nie.



Znajdując w sobie jakieś nieznane pokłady siły, odepchnął od siebie Jonghyuna. Z ciężko bijącym sercem spojrzał na zdziwionego Kima. 



- Minnie, coś się stało?



Lee cofnął się o kilka kroków, obejmując się ramionami dla przynajmniej znikomego poczucia bezpieczeństwa. Kilka razy zwilżył suche wargi językiem.



- Mam dość, hyung. Nie mogę tak dłużej... Już nie mogę.



Jonghyun usiadł na brzegu łóżka, patrząc na Taemina zbolałym spojrzeniem.



- Minnie, ja... Naprawdę...



- Nie, hyung. Nie chcę już słuchać o tym, że mnie potrzebujesz. Chcę być pewnym, że chcesz być ze mną. Tylko ze mną. Nie będę ci go dłużej zastępował. – Młodszy przełknął głośno ślinę, czując gorycz słowa na języku. – Nie będę substytutem. Nie traktuj mnie tak. Muszę wiedzieć, co dalej. Co z nami, hyung?



Jjong zwiesił głowę. Jego dłonie wyraźnie drżały. Po długiej, ciągnącej się niemal w nieskończoność minucie uniósł wzrok. W jego spojrzeniu kryła się wyłącznie bezradność.



- Nie wiem, Minnie. Byłem... Wciąż czuję się zraniony. Chciałem... Chciałem tylko czułości. Potrzebowałem kogoś, kto nie czepiałby się mnie o wszystko, okazał mi odrobinę zrozumienia. Ale chyba trochę się w tym wszystkim pogubiłem... – W ciemnych oczach zaczął pobłyskiwać strach. – Nie wiem, co dalej. Nic już nie wiem... Ale błagam cię, Minnie, nie zostawiaj mnie. Nie odchodź. Zwłaszcza w tej chwili...



- W takim razie to koniec, hyung. Koniec tego dziwnego układu... Mam dość.



Taemin obrócił się na pięcie, wychodząc z trzaskiem drzwi. Kątem oka udało mu się dojrzeć, jak Jonghyun chowa twarz w dłoniach. Będąc w połowie korytarza, Lee oparł się o plecami o ścianę i zjechał w dół, a wtedy łzy stanęły mu w oczach. Rozpłakał się jak małe dziecko. 



Czy tak właśnie miał wyglądać koniec?



      

6 komentarzy:

  1. nawet nie wiesz, jak jestem zła, znów usunęło mi cały komentarz.
    Nareszcie, nareszcie, nareszcie, nareszcie, nareszcie! ♥
    ach, wybacz, Levi ekscytuje się nowym rozdziałem ♥
    Ale, tak w sumie, to również odnosi się do Taemina. Wreszcie postawił się temu dziwnemu układowi, chociaż niewątpliwie było to bolesne.
    Od strony widza sytuacja wygląda następująco ; Jonghyun kocha (?) Minho, jednak posuwa seksowny tyłek Taemina. Czyli co? Tae jest mężczyzną (?) lekkich obyczajów?
    Cieszę się również, że Key powiedział, co myślał o tym wszystkim. łaskawie pominę moment pocałunku, o którym opowiadał... Dla Minho nie powinno być cały czas ja i ja i ja i ja i ja i ja, ale także "on"
    Hwaiting!♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mi miło, że ucieszył cię nowy rozdział. ^^
      A co do Taemina, to nie nazwała bym go "lekkich obyczajów" (choć to określenie mnie rozśmieszyło xD). Jest po prostu zakochany i robi głupie rzeczy. Ale też się cieszę, że uwolnił się od Jonghyuna. ^^ Mam wyrzuty sumienia, że go tak krzywdzę w tym opowiadaniu. .__.

      Pozdrawiam. ;*

      Usuń
  2. Masakra ;_; popłakałam się. Szkoda mi każdego po trochu, choć nie - wróć - Jonghyun mi nie szkoda, wkurzył mnie ;/ Tae byłeś i jesteś zbyt naiwny i teraz płacisz ogromną cenę za swoją głupotę. Dobrze, że w końcu to zrozumiałeś, ale boję się, że jesteś zbyt wrażliwy i znowu dasz się zranić ;_; Biedny Onew, ale dostał opierdziel za całą grupę, a Minho, co ty do cholery jasnej wyprawiasz, całujesz Kibuma, widzę już nie radzisz sobie z własnymi uczuciami i też krzywdzisz osoby, które szanujesz i kochasz. Wszystko się pogmatwało i czekam na wyjaśnienia w kolejnym rozdziale <333 Propsy sis za to opowiadanie i życzę weny X3 <333

    OdpowiedzUsuń
  3. OMG. Wiesz co ci powiem? Genialne! *.* W końcu Taemin postanowił przejrzeć na oczy i przestał dawać się wykorzystywać. Jest mi go okropnie szkoda... Kocha Jonghyuna, cały mu się oddaje, poświęca i nic nie otrzymuje w zamian. Jonghyun to skończony dupek i nie miałabym nic przeciwko, gdyby skończył sam jak paluch... Paluch to nazwisko mojego znienawidzonego wykładowcy... Taki jak Paluch to aż być nie musi... Nawet kary mają swoje granice...
    Key jest totalnie boski w tym opo.^^ Wszystko wiedzący i każdemu pomagający.^^ Żeby nawet Taesia tak rozkminić. Wow. W końcu umma, a mamusie zawsze wszystko wiedzą.^^
    Powodzenia i trzymam kciuki za kolejne części. Świetne opowiadanie. <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  4. May this Christmas end the present year on a cheerful note
    and make way for a fresh and bright New Year.
    Here's wishing you a Merry Christmas and a Happy New Year!

    ~Mia18 <333

    OdpowiedzUsuń
  5. Hela-chan, wróć proszę ;___;

    OdpowiedzUsuń